Przestroga „Nie bierz cukierków od obcych” to dziś za mało. Jak ustrzec dzieci przed wykorzystaniem seksualnym?

Czytaj dalej
Fot. Olga Romanowska
Dorota Witt

Przestroga „Nie bierz cukierków od obcych” to dziś za mało. Jak ustrzec dzieci przed wykorzystaniem seksualnym?

Dorota Witt

- Patent na słodycze jest ograny; ci, którzy mają zamiar skrzywdzić dziecko, sięgają po bardziej wyrafinowane metody - mówi dr Magdalena Grabowska, psycholożka i seksuolożka w rozmowie o tym, jak uchronić dziecko przed wykorzystaniem seksualnym.

Może powinnyśmy zacząć tę rozmowę od stwierdzenia, że nie mamy zamiaru zrzucać odpowiedzialności na ofiary wykorzystywania seksualnego?

O, to ważne! Zdecydowanie nie pójdziemy w tę stronę. Będziemy rozmawiać tylko o tym, jak zachować zdrowy rozsądek.

O tym, czy rodzice mogą dać dzieciom narzędzia, dzięki którym będą wiedziały, jak się zachować. Choć to chyba nie najszczęśliwsze stwierdzenie...

Nie, dlaczego? Bardzo dobre: powinniśmy uczyć dzieci właśnie tego, jak się zachować w obliczu zagrożenia, w różnych sytuacjach.

Kiedy jest dobry czas na to, by powiedzieć dziecku: po świecie chodzą pedofile?

Rozmowy warto zacząć na początku wieku przedszkolnego, choć mówienie trzylatkowi wprost: „uważaj na pedofilów” nie jest dobrym pomysłem. Może nie dla wszystkich to oczywiste, ale jeśli chcemy z takim maluchem przeprowadzić rozmowę, która przyczyni się do tego, że będzie wiedział, jak zareagować, gdy jakiś dorosły spróbuje go skrzywdzić, powinniśmy zacząć na przykład od stóp.


Od stóp?

Powiedzmy dziecku: spójrz, to jest twoja stopa. Stopę może dotykać mama, tata, lekarz, ciocia, wujek, brat. Na przykład podczas wygłupów, gdy chcą cię połaskotać. To jest twoja dłoń. Dłoni może dotykać… I tu kolejna wyliczanka - w formie zabawy. Tę nieskomplikowaną procedurę warto powtórzyć w odniesieniu do innych części ciała, także intymnych.

Mówimy więc dalej: to twoja „cipka”…

Cóż, wolałabym, żeby dziewczynki wiedziały, że mają po prostu pochwy. To jest zwyczajne określenie części ciała, wcale nie „biologiczne” czy „medyczne”. Normalne. Jeśli rodzicom bardzo zależy, mogą używać zdrobnień. Tak naprawdę to mniej istotne, bo chodzi o jasny komunikat: miejsc intymnych możesz dotykać sam i mogą ich dotykać rodzice - kiedy cię myją - oraz lekarz, podczas badania. Inni nie mają do tego prawa. I - co bardzo ważne - zawsze możesz odmówić, gdy ktoś chce cię dotknąć, gdziekolwiek.

Na placu zabaw widzę, jak chłopiec „dla zabawy” ciągnie dziewczynkę za włosy, ona kuli się, próbuje schować, ale nic nie mówi. Jest zdumiona, gdy oświecam ją, że powinna głośno powiedzieć: nie chcę.

W naszym społeczeństwie ciągle pokutuje wychowanie autorytarne. Dzieci i ryby głosu nie mają. Wcale nie przynosi to wiele dobrego. Autorytarni rodzice uczą dzieci bezwzględnego szacunku dla dorosłych, także obcych, absolutnego posłuszeństwa. A dziecko, które ma skutecznie wyznaczyć choćby granice interakcji z drugim człowiekiem, musi wiedzieć, że ma prawo się sprzeciwić. Że jego głos jest ważny, słyszany, a inni powinni się z nim liczyć.

Wystarczy powiedzieć: możesz się sprzeciwić?

Dobrze byłoby, gdybyśmy sami tej zasady przestrzegali. Błędem jest na przykład przymuszanie dziecka do wchodzenie w niektóre relacje. „No, daj cioci buziaka, nie wstydź się, trzeba się przecież przywitać” - może często usłyszeć dziecko, które chowa się za plecami mamy na widok nieznanej mu czy nielubianej ciotki. Kosztem poczucia sprawczości i pewności siebie dziecka dbamy o komfort cioci i swoje samopoczucie. Warto?

W naszym społeczeństwie ciągle pokutuje wychowanie autorytarne. Dzieci i ryby głosu nie mają. Wcale nie przynosi to wiele dobrego.

Po premierze filmu „Tylko nie mów nikomu” Tomasza i Marka Sekielskich o przypadkach pedofilii w polskim Kościele niektórzy rodzice deklarują: w życiu nie puszczę dziecka na religię. Ale to przecież żadna gwarancja ochrony dziecka. Skrzywdzić może przecież katecheta, nauczyciel, sąsiad, pan ze spożywczaka na dole, wujek, ciotka. Jak ostrzec malucha przed nimi wszystkimi? Ciotka się obrazi, gdy usłyszy, że straszymy nią dziecko.

Zdecydowana większość ciotek nie ma jednak skłonności pedofilskich, a jeśli ma, to ważniejsze jest chyba bezpieczeństwo dziecka niż dobry nastrój cioci, prawda? Nie chodzi też o to, by straszyć dorosłymi. Trzeba wytłumaczyć dziecku, że nie wszyscy dorośli chcą dla nich dobrze, nie ze wszystkimi trzeba się przyjaźnić i nie wszystkim trzeba na wszystko pozwalać. Łatwo odnieść to do dobrze znanej dziecku sytuacji: w przedszkolu są dzieci, które wydają ci się fajne i takie, które wydają ci się niefajne, wcale nie musisz bawić się z wszystkimi.

I jak jeszcze przestrzec dziecko?

Dziś stwierdzenie: „Nie bierz cukierków od obcych” to zdecydowanie za mało. Patent na słodycze jest ograny; ci, którzy mają zamiar skrzywdzić dziecko, sięgają po bardziej wyrafinowane metody. Dlatego warto wyjaśnić dziecku, gdzie są granice niesienia innym pomocy. Dorosły o nieczystych zamiarach może właśnie poprosić dziecko o odprowadzenie, wniesienie zakupów. Zarzuca w ten sposób wędkę, odciąga dziecko w ustronne miejsce. Jasno powiedzmy dziecku, gdzie są granice dobrej pomocy, dlaczego nie na wszystko należy się godzić, kiedy się wycofać.

A dlaczego dzieci trzymają swoją krzywdę w tajemnicy.

Mówimy o małych dzieciach. Część z nich - te, które wychowano w sposób autorytatywny - ma silnie wpojoną zasadę, że skoro jest jakiś nakaz, trzeba się do niego dostosować. Dorosły mówi, żeby nikomu nie mówić, więc tak musi być. Bez dyskusji. Niektóre dzieci sądzą, że zmartwią rodziców, jeśli powiedzą, że dzieje się coś złego, że sprawią im przykrość.

Jeden z bohaterów filmu Sekielskich mówi, że kiedy matka nie dała wiary jego słowom, że został wykorzystany, próbował popełnić samobójstwo. Trafił do szpitala. Pomogła mu lekarka, której wyznał prawdę.

To częsty mechanizm: wyznawanie prawdy przed obcymi ludźmi, ale takimi, co do których mamy przeczucie, że nas wysłuchają. Pewnie ta lekarka wykazała się empatią, dlatego dziecko się przed nią otworzyło. Tu znowu żniwo zbiera autorytarne wychowanie. Maluch będzie miał opory, by powiedzieć o tym, co złego go spotkało rodzicowi, który wychodzi z założenia, że dorosły ma zawsze rację.

Czy niektóre dzieci są bardziej podatne na manipulację?

To dzieci z rodzin autorytarnych, dzieci niechciane, niekochane, takie, którym nie poświęca się w rodzinie czasu i uwagi - mówi dr Magdalena Grabowska. - Bardziej narażone są też dzieci z niepełnosprawnościami intelektualnymi lub fizycznymi, a to z prostego powodu: one częściej są powierzane pod opiekę obcym ludziom, przebywają w szpitalach, wyjeżdżają na turnusy rehabilitacyjne, gdzie nie są pod kontrolą rodziców.

Nie milkną echa po premierze filmu „Tylko nie mów nikomu”, która odbyła się tydzień temu.

Dorota Witt

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.