Ranczo, które powstało z pasji i miłości do zwierząt

Czytaj dalej
Paulina Musialska

Ranczo, które powstało z pasji i miłości do zwierząt

Paulina Musialska

Kiedy stanął przed wyborem oddania zwierząt lub stworzenia im nowego domu, zdecydował się na zmianę otoczenia. Tak powstała farma przy starym młynie.

Żarnowiec to niewątpliwie jeden z najbardziej odległych zakątków powiatu zawierciańskiego. Położona w samym sercu Jury Krakowsko-Częstochowskiej gmina znana jest przede wszystkim z rolnictwa. To tutaj znajduje się Zespół Szkół Rolnicze Centrum Kształcenia Ustawicznego, który prowadzony jest przez ministerstwo. Kiedy wjeżdżamy do Żarnowca, naszej uwadze nie umknie piękny stary młyn, znajdujący się przy jednej z głównych dróg. Wykonany jest w całości z drewna. Od lat jest już nieczynny. Miejsce to tętni jednak życiem. To właśnie tutaj znajduje się Ranczo Energizer. To jedna z największych w Polsce hodowli psów rasy border collie. Jednocześnie jedna z niewielu hodowli, która prowadzi również szkolenia dla psów pasterskich. Skąd pojawił się pomysł utworzenia takiego miejsca?

- To miejsce powstało z mojej miłości do psów i pasji. Pojawiła się ona jeszcze w czasach, gdy mieszkałem w Chorzowie. Właśnie wtedy miałem swojego pierwszego psa. To był zwykły kundelek. Z czasem zacząłem uczyć go trików. Zacząłem też uprawiać różne sporty związane z psami. Potem doszedł kolejny kundel - opowiada Tomasz Pecold, właściciel Rancza Energizer. - Z czasem te psy nie wystarczały już do uprawiania sportów. To trochę jak w normalnym sporcie. Jeśli chce się uprawiać profesjonalnie jakiś sport, to trzeba mieć do niego profesjonalny sprzęt. Wtedy są wyniki. Po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że czas wybrać rasę, która nadaje się do uprawiania sportów. Zdecydowałem się na border collie - mówi Tomasz Pecold.

Tomasz Pecold jest jednym z pierwszych w całym kraju właścicieli psa rasy border collie. Pierwszy pies trafił do niego w 1996 roku.

- Trafił do mnie wtedy z hodowli w Czechach. Border collie były już wtedy również w Niemczech. Niemcy byli jednak niechętni do współpracy. Długo sprowadzałem te psy - kontynuuje Pecold, który przez wiele lat zajmował się organizowaniem szkoleń w zakresie psów towarzyszących oraz obrończych. Był również jedną z pierwszych osób, które wprowadzały do Polski sporty dla psów, takie jak flyball oraz agility. Organizował również wystawy dla psów w katowickim Spodku.

- Po paru latach pojechałem do swojego przyjaciela w Czechach. Tam postanowiłem sprawdzić, co moje psy potrafią. Okazało się, że świetnie odnajdują się w pasterstwie. W ten sposób małymi krokami coraz bardziej wchodziłem w pasterstwo. I w ten sposób wylądowałem na własnej farmie. Dzięki psom kupiłem sobie farmę - żartuje Tomasz Pecold.

Wcześniej przez 10 lat dzierżawił ośrodek rekreacyjny w Chorzowie, w którym prowadził szkołę dla psów. Miał ponad dwadzieścia psów, a także owce oraz kozy. Niestety, umowa została wypowiedziana z dnia na dzień. I stanął wtedy przed bardzo trudną decyzją.

- Miałem dwie opcje do wyboru - albo pozbędę się psów, albo zorganizuję im nowy dom. Wybrałem ten drugi kierunek. Farma w Żarnowcu odpowiadała moim możliwościom finansowym. Ponadto, dookoła nie było sąsiadów, którym taka liczba psów mogłaby po prostu przeszkadzać - mówi Pecold. - W tej chwili mam około trzydziestu psów. Z psami pasterskimi pracuję od ponad 20 lat. To psy, które chciałem mieć i je kupowałem lub też zostawiałem z mojej hodowli - dodaje pan Tomasz.

Ma również na swoim ranczo psy, które zostały ciężko doświadczone przez poprzednich właścicieli. Były zalęknione, sfrustrowane, nerwowe i agresywne. Tomasz Pecold starał się je na nowo poukładać. Ze świetnym efektem, ponieważ praca przy owcach bardzo je wycisza. Spora w tym zasługa psów, które od samego początku są na farmie w Żarnowcu.

- Tymczasem sfrustrowany pies dostaje tutaj pracę. Świetnie czuje się również w grupie. Prowadzę więc taki przytułek dla border collie. Ja pracuję indywidualnie z każdym psem. Jeśli boi się owiec, to dostaje psa mentora. Mentor uczy, w jaki sposób należy zapanować nad stadem. Szkolenie sprowadza się do podstawowej kwestii. Jest nią kontrolowanie psa. Wiele osób myli wychowanie psa z nauką trików. Wychowywanie psa to wyjście na spacer i wydawanie komend. Na przykład nie pozwalamy mu iść w jakieś miejsce lub też nakazujemy mu określone zachowanie. Te psy trzeba stale kontrolować - podkreśla Tomasz Pecold. - Jednym z problemów border collie jest to, że kiedy widzą owcę, to przestają już widzieć człowieka. Trzeba wtedy używać sygnałów dźwiękowych. Miałem kiedyś zabawną sytuację. Jeden z moich psów tak zaangażował się w zajęcia z owcami, że poszedł z nimi do samego Żarnowca - dodaje pan Tomasz.

Jednym z elementów szkolenia jest przeprowadzenie próby instynktu pasterskiego. Nie każdy pies pasterski musi posiadać taki instynkt. Często zwierzęta, które na co dzień mieszkają w bloku lub zajmują się jedynie trikami, zatracają swój instynkt. Szkolenie pasterskie to również świetna terapia, która reguluje naturalne relacje właściciela z psem.

- Osoba z miasta przyjeżdża do mnie i nagle widzi swojego psa wieszającego się na wełnie owcy. Wtedy nie ma skrupułów powiedzieć „nie wolno”. Natomiast w sytuacji, gdy byłyby to np. spodnie znajomego, nie zareagowaliby w ogóle. Uznaliby to tylko za bardzo zabawne zachowanie - mówi Tomasz Pecold. - Prowadzenie owiec to również terapia dla zalęknionych psów. W mieście boją się pociągów i samochodów. Prowadzenie owiec daje im zgubioną pewność siebie, odwagę. Sama próba instynktu pasterskiego to sprawdzenie, czy dany pies ma ten instynkt. Musi interesować się owcami, nie spuszczać ich z oka. Powinny również mieć cechy adekwatne dla rasy. Border collie ma naturalne flanki, skrada się i kontroluje oczami. Owczarek australijski doskakuje natomiast do pęcin i pysków owiec - dodaje.

Na farmie w Żarnowcu pies wykonuje wszystkie zadania, które nie wymagają dotykania owiec. Zajmują się wyprowadzaniem owiec, lokalizacją zagubionych zwierząt i przeprowadzaniem ich w inne miejsce. To aż 90 proc. prac, które wykonywane są na farmie.

- Te psy są niesamowicie inteligentne i świetnie radzą sobie z takimi obowiązkami. Ja muszę jedynie otworzyć i zamknąć furtkę od zagrody. Resztą zajmują się moje psy. Ufam im bezgranicznie - kończy Tomasz Pecold.

Border collie
to jedna z ras psów należąca do grupy psów pasterskich i zaganiających. Wykazują ogromną potrzebę bycia w ruchu. Aby zagonić rozproszone owce w górskim terenie, potrafi przebiec nawet 60-80 km. Doskonale nadaje się do sportów kynologicznych.

Paulina Musialska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.