Ranking porodówek. Za dużo cesarek

Czytaj dalej
Fot. pixabay.com
Gabriela Bogaczyk

Ranking porodówek. Za dużo cesarek

Gabriela Bogaczyk

Co drugi poród w woj. lubelskim kończy się cesarskim cięciem. Chociaż coraz częściej kobiety chcą rodzić siłami natury.

Najpopularniejsza porodówka w Lublinie działa w szpitalu przy ul. Jaczewskiego. W 2015 roku odbyło się tam ok. 2,3 tys. porodów. Tak wynika z najnowszego raportu fundacji „Rodzić po ludzku”, która monitoruje standardy opieki okołoporodowej w polskich szpitalach.

Okazuje się też, że w naszym regionie wzrasta liczba cesarskich cięć. Są placówki, w których 63 procent dzieci (SPSK4) przychodzi na świat w ten sposób. Zaznaczmy, że średnia krajowa wynosi 39 procent. Trzeba jednak dodać, że szpital przy Jaczewskiego to ośrodek, który zajmuje się najcięższymi patologiami ciąży w regionie.

- Są to szpitale kliniczne, do których trafiają trudne przypadki ciąż, gdzie ryzyko powikłań jest bardzo duże - wyjaśnia dr hab. n. med. Marek Gogacz, wojewódzki konsultant ds. położnictwa. I zwraca uwagę na inne zjawisko. - Bardziej zastanawiająca jest duża liczba cięć w mniejszych szpitalach, gdzie dzieci powinny się rodzić w sposób naturalny, bo zagrożone ciąże trafiają właśnie do klinik - dodaje.

Szpitale powiatowe, w których co druga kobieta rodzi za pomocą cesarki, to np. Bełżyce, Biłgoraj i Kraśnik.

- Być może wynika to z tego, że 35 proc. porodów, w trakcie których podajemy znieczulenie, kończy się cięciem. Jeszcze kilka lat temu ciężarne domagały się cięcia z obawy przed bólem. To jednak niebezpieczny trend, bo ryzyko powikłań u matki i dziecka jest wtedy czterokrotnie większe - tłumaczy dr hab. n. med. Marek Gogacz.

Jak zmniejszyć liczbę cesarek? - Wydaje mi się, że trzeba się szczególnie zastanowić nad wskazaniami do cięcia w przypadku pierwszej ciąży pacjentki, bo istnieje ryzyko, że każdy poród po pierwszym cięciu, zakończy się też cesarką - odpowiada lubelski konsultant.

Raport fundacji „Rodzić po ludzku” wskazuje też, że w Polsce nadal wykonuje się zbyt dużo zabiegów nacięcia krocza w czasie porodu. Na świecie norma waha się od 5 do 20 procent. Za to np. w Parczewie nawet 78 proc. pacjentek ma nacinane krocze w trakcie porodu. Możliwe skutki? Infekcje, ból, problemy we współżyciu.

- Lekarze decydują się na taki krok, aby uniknąć powikłań. Gdy widzimy, że zaraz dojdzie do pęknięcia, to wolimy naciąć krocze w sposób kontrolowany, by nie doszło do krwotoku i innych poważnych powikłań- mówi Marek Gogacz.

W Lublinie najmniej takich zabiegów wykonuje się w szpitalu przy Kraśnickiej (29. proc.)

- To wynika z wyszkolenia i doświadczenia naszego personelu. Przywiązujemy dużą wagę do tego, aby kobiety nie musiały rodzić w bólach. Jako pierwsi w Polsce przeprowadziliśmy poród w wodzie - przypomina prof. Henryk Wiktor, szef ginekologii w szpitalu kard. Wyszyńskiego.

Wszystkie porodówki w Lublinie (cztery) gwarantują za to kobietom bezpłatny dostęp do znieczulenia zewnątrz-oponowego. Jednak, według raportu fundacji „Rodzić po ludzku”, jeszcze w 2015 roku ciężarne w Chełmie, Hrubieszowie, Radzyniu Podlaskim czy Łukowie nie miały takiej możliwości. Lubelski konsultant gwarantuje, że obecnie sytuacje zmieniła się na lepsze i każda pacjentka ma dostęp do znieczulenia.

Gabriela Bogaczyk

Zajmuje się ochroną zdrowia i sprawami społecznymi.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.