Rok 2016 dla lubelskiej kultury był łaskawy

Czytaj dalej
Fot. Jakub Bodys
dział Kultury

Rok 2016 dla lubelskiej kultury był łaskawy

dział Kultury

Mijający rok obfitował w tak wiele nieszczęść, że niektórzy z ulgą się z nim żegnają. A jaki był 2016 w lubelskiej kulturze? Oto nasze podsumowanie.

David Bowie, Carrie Fisher, Leonard Cohen, Prince, George Michael. To tylko część smutnej listy wybitnych artystów, z którymi pożegnaliśmy się w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Dołóżmy do tego polityczne zawieruchy i już wiadomo, że trudno nazwać 2016 szczęśliwym rokiem. Ale w lubelskiej kulturze - która także doświadczyła kilku bolesnych strat - było inaczej. I nie oszukujmy się, 2016 miał w Lublinie tak naprawdę jednego bohatera, nie był to reżyser, muzyk, ani poeta, był to budynek.

Budynek jako bohater i wielkie festiwale

W tym roku ruszyło Centrum Spotkania Kultur, eks-Teatr w Budowie. Największa hańba Lublina, niedokończony gmach w centrum miasta stała się jego chlubą - zmodernizowany według koncepcji Bolesława Stelmacha budynek jest obecnie najpopularniejszym obiektem w mieście.

Ocena estetyczna surowej, nowoczesnej architektury jest subiektywna (choć w naszej redakcji przeważały pozytywne opinie), podobnie z repertuarem. Może nieco zbyt wcześnie, by go oceniać, ale ten póki co, budzi mieszane uczucia. Zdarzały się w CSK wydarzenia wielkiej wagi, jak wystawa fotografii Sebastiao Selgado, koncerty festiwalu Kody (CocoRosie i premiera lubelskiej kompozycji „Żywioły”, to tylko niektóre z nich), set Lustmorda, ale i rzeczy, które równie dobrze mogłyby znaleźć się w planach hali Globus, jak występ Seala, czy Queen Symfonicznie. Więc nie wiadomo wciąż, czy CSK ma przyciągnąć sztukę wyrafinowaną, czy masówkę.

Otwarcie Centrum Spotkania Kultur było najważniejszym wydarzeniem roku

Wszystko inne w tym roku nieco zeszło w cień, choć szkoda, bo trudno po raz kolejny nie docenić działalności Centrum Kultury z najbardziej pomysłowym i różnorodnym programem, jaki można było wymyślić, coraz lepszą formę domów kultury, z DKK Węglin na czele, wciąż znakomity repertuar Teatru Starego i solidne (choć rzadko zaskakujące) propozycje lubelskiej filharmonii.

Znów swoim życiem, poza lubelskim nurtem znalazł się Falkon, choć to impreza o ogromnej skali, za to w końcu swoje należyte miejsce wywalczyły Inne Brzmienia, z wyjątkowo udaną edycją. Carnaval Sztukmistrzów uczynił to dawno, dzięki ogromnemu dofinansowaniu jest najlepszym towarem eksportowym miasta, nie licząc Nocy Kultury. Ta, podrasowana i odświeżona wróciła w wielkim stylu, zgodnie z leninowską zasadą: lepiej mniej, ale lepiej.

Sztuki wizualne - fotografia królowała

W minionym roku nie brakowało wystaw, także głośnych, przyciągających tłumy magią wielkich nazwisk. Często jednak to te mniejsze, pozornie skromniejsze, były szczególnie warte zapamiętania.

„Communis - renegocjacje wspólnoty” w Labiryncie było połączeniem współczesnej sztuki i religijności. Artyści przyjęli najróżniejsze postawy - od ironii po apologię, poruszając szereg istotnych tematów, jak chociażby to czy w kraju papieża-Polaka jest miejsce na dynamiczny, bardziej liberalny pontyfikat Franciszka. Choć z założeniami, jak i z poszczególnymi pracami można było oczywiście polemizować, to celem tej wystawy było sprawdzenie potencjału religijnego języka w budowaniu wspólnotowości. W dobie szalejących konfliktów społecznych, gdy jedną z ich osi jest religia i związane z nią sprawy światopoglądowe, „Communis...” to cenna próba znalezienia porozumienia. Sztuka, która w tej potocznej świadomości dzieli, budzi kontrowersje, może też stać się podstawą do dialogu.

Niekwestionowanym hitem, na pewno też frekwencyjnym, była wystawa Sebastiao Salgado „Genesies” w Centrum Spotkania Kultur. Ogólnie jednak cały 2016 rok był rokiem ciekawych prezentacji fotograficznych - Zofii Rydet w Galerii Sztuki Sceny Plastycznej KUL, „Zmarszczek” Ireny Nawrot w Białej, ulicznych „Niepozowanych” zdjęć w Brain Damage Gallery, awangardowych eksperymentów Beksińskiego na Zamku czy „Fotografii subiektywnej” na Lipowej 13. Poza Salgado, fotografem światowego kalibru, swoje zasłużone miejsce w Lublinie, w Zaułku Hartwigów znalazł na chwilę inny, również wybitny, choć nieco zapomniany Michał Greim.

Głośna wystawa „Monet, Renoir, Corot i inni. Malarze Normandii” na Zamku nieco mnie rozczarowała. Nie pracami, co pewnym drobnym oszustwem. Otóż dzieł mistrzów obiecanych w tytule było wspólnymi siłami kilka na niemal osiemdziesiąt. Choć tego typu zabiegi marketingowe są współcześnie na porządku dziennym, nie oznacza to, że trzeba się z nimi godzić.

Wielkie premiery w teatrze

W Teatrze im. J. Osterwy kończący się rok zapisał się zmianą dyrektora naczelnego. Po szesnastu latach stanowisko to opuścił Krzysztof Torończyk, a jego miejsce zajęła Dorota Ignatjew. A wraz z nadejściem nowego roku dyrektorem artystycznym Teatru Osterwy przestanie być Artur Tyszkiewicz. Jeśli chodzi o stronę artystyczną - rok 2016 przyniósł dwie znaczące premiery: „Pana Tadeusza” w reżyserii Mikołaja Grabowskiego oraz „Amadeusza” wyreżyserowanego przez Artura Tyszkiewicza. Oba te spektakle należy umieścić wśród najbardziej udanych realizacji, jakie powstały na lubelskiej scenie w kilku ostatnich sezonach. A Przemysław Gąsiorowicz za rolę cesarza Józefa II w „Amadeuszu” został umieszczony w „Subiektywnym spisie aktorów teatralnych” zestawianym od 24 lat przez wybitnego krytyka, redaktora naczelnego miesięcznika „Dialog” Jacka Sieradzkiego. Ważnym wydarzeniem była również telewizyjna rejestracja spektaklu Artura Tyszkiewicza „Mistrz i Małgorzata”, który w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia pokazała TVP Kultura.

W Teatrze Muzycznym najważniejszym wydarzeniem było bezsprzecznie wystawienie „Balu w Savoyu” Paula Abrahama. To utwór nie tak może popularny jak najsłynniejsze dzieła Johanna Straussa, Emmericha Kalmana czy Franza Lehara i rzadziej od nich wykonywany, ale w dziejach gatunku bardzo ważny. W nim bowiem widać najlepiej, jak z klasycznej operetki rodził się współczesny musical. Bardzo dobrze zatem, iż „Bal…” po długiej nieobecności znalazł się ponownie w repertuarze lubelskiej sceny muzycznej, bo tego dzieła po prosty nie wypada nie znać. Tym bardziej, że realizację Artura Hofmana należy uznać za w pełni udaną, ze znakomitymi rolami Kamili Lendzion (Madeleine), Krystyny Sokołowskiej (Daisy) i Witolda Matulki (Arystyd).

Warto także z uznaniem odnotować, iż Teatr Muzyczny w tym roku nie zamknął swoich podwojów na czas wakacji, lecz prezentował w ich trakcie recitale i spektakle bardzo dobrze przyjmowane przez publiczność. Letnia Scena Teatru Muzycznego to przedsięwzięcie warte kontynuowania również w nadchodzącym roku.

Spośród licznych organizowanych w Lublinie festiwali na szczególne wyróżnienie zasłużyły w tym roku jubileuszowe 20. Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca oraz XXXI Międzynarodowe Spotkania Folklorystyczne. Pierwsza z owych imprez była okazją do zobaczenia jednej z ikon tańca współczesnego - Nederlands Dans Theater 2 oraz znakomitych spektakli Teatru Dada von Bzdülöw i Polskiego Teatru Tańca. Druga zaś była barwną i energetyczną panoramą folkloru z różnych stron świata, chyba nawet jeszcze bardziej atrakcyjną niż jubileuszowa odsłona sprzed roku. A organizator Spotkań - Zespół Pieśni i Tańca „Lublin” im. Wandy Kaniorowej - już na całkowicie własny rachunek zaprezentował rewelacyjny koncert finałowy z cyklu „Lublin - Lublinowi” przygotowany i zrealizowany przez Bożenę Baranowską.

Nie sposób wreszcie nie wspomnieć o inaugurującym działalność Centrum Spotkania Kultur koncercie, w którym wystąpiły gwiazdy światowych scen operowych - Aleksandra Kurzak i Roberto Alagna.

dział Kultury

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.