Rolnik stawia na ekologię, bo nie chce truć siebie i innych

Czytaj dalej
Fot. Małgorzata Genca
Piotr Nowak

Rolnik stawia na ekologię, bo nie chce truć siebie i innych

Piotr Nowak

Gospodarstw ekologicznych w woj. lubelskim przybywa, ale zdrowej żywności mogłoby być więcej.

Obornik zamiast nawozów sztucznych, eliminacja pestycydów oraz całkowity zakaz stosowania organizmów modyfikowanych genetycznie (ang. GMO). To tylko część wymogów, które muszą spełnić rolnicy, aby otrzymać certyfikat producenta żywności ekologicznej.

Czy to się opłaca? - Oczywiście - twierdzi Ryszard Woliński, właściciel 35-hektarowego gospodarstwa w Leszkowicach w powiecie lubartowskim. - Jeszcze zanim przestawiłem się na ekologię, prowadziłem konwencjonalne opryski, od których miałem bóle brzucha. I wielu ludzi nadal się tym truje. Od kiedy zrezygnowałem z chemii, nie mam tego problemu - mówi rolnik. Dodaje, że uprawia żyto, owies, jęczmień, pszenicę, ale też ziemniaki i dynie. Część plonów służy mu do wykarmienia 20 sztuk bydła. Na resztę sam musi szukać nabywców.

Rolnik stawia na ekologię, bo nie chce truć siebie i innych
Jerzy Szymona Kwitnąca gorczyca biała w gospodarstwie ekologicznym na terenie woj. lubelskiego.

Problemów ze zbytem nie ma Piotr Osik. Na swoim 80-hektarowym gospodarstwie ekologicznym w Woli Skromowskiej uprawia m.in. cebulę, por, cukinię, fasolkę szparagową, paprykę, koper włoski i ziemniaki. Warzywa kupują firmy produkujące dania dla niemowląt. Jego klientami są też rodzice dzieci chorych, z alergiami. - Nie wiem, jak smakują warzywa ze sklepu, bo od lat jem tylko swoje. Ale goście chwalą nasze produkty za smak. Twierdzą, że papryka jest słodka jak miód. Na pewno nie ma w niej chemii - przyznaje rolnik spod Kocka.

W całej Polsce jest 20 tys. certyfikowanych gospodarstw, z tego prawie 2 tys. na Lubelszczyźnie. - To sporo. Dziesięć procent. Oczywiście, nie jest to dużo w porównaniu do innych krajów, ale gospodarstw przybywa. Produkcja ekologiczna to najprężniej rozwijający się sektor rolnictwa. Szacuję, że około 80 proc. polskiej produkcji ekologicznej jest eksportowane - zastrzega dr hab. Jerzy Szymona, prezes spółki Ekogwarancja PTRE z Lublina, która jest najstarszą instytucją przyznającą certyfikaty ekologiczne w Polsce. Dodaje, że główni odbiorcy rodzimych produktów to Europa Zachodnia i Stany Zjednoczone, ale coraz więcej ekologicznej żywności pojawia się też w lubelskich sklepach.

W powiecie lubelskim jest około 21 tys. gospodarstw rolnych. Z tej liczby zaledwie kilkadziesiąt to gospodarstwa ekologiczne. Skąd tak małe zainteresowanie? Liczby mogą zniechęcić. Statystycznie, gdyby przyjąć, że plony przy uprawie standardowej wynoszą 100 proc., to w gospodarstwie ekologicznym nie przekraczają 30 proc. A koszty są duże. - Więcej wydaję na paliwo, bo przy takiej uprawie rośliny wymagają większych nakładów pracy. Ale uważam, że to się opłaci. Lepiej wydać na paliwo niż na chemię i się tym truć - tłumaczy Ryszard Woliński.

Rolnik stawia na ekologię, bo nie chce truć siebie i innych
Jerzy Szymona Burak liściowy i koper włoski w gospodarstwie ekologicznym na terenie woj. lubelskiego. Fot. Jerzy Szymona

Co więcej, zanim takie gospodarstwo zacznie na siebie zarabiać, musi przejść kilkuletni okres dostosowawczy. Przez ten czas nie może już wykorzystywać sztucznych nawozów i środków ochrony roślin ani nazywać swoich wyrobów ekologicznymi. Wsparciem dla rolników są dopłaty na uprawy. Rocznie stawki zaczynają się od 428 zł i sięgają 1882 zł za hektar.

- Wchodząc w ekologię, nie mieliśmy dopłat. Dzisiaj te środki są i to jest miły bonus. Natomiast z samych dopłat człowiek nie utrzyma rodziny - podkreśla Piotr Osik. Za przyznawanie dopłat odpowiada Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. - Prawdziwą zachętą byłaby dopiero wysoka cena produktów ekologicznych - przyznaje Kazimierz Gorczyca, kierownik biura powiatowego ARiMR w Lublinie.

Gra toczy się o nasze zdrowie. - W przetwórstwie konwencjonalnym dopuszcza się wiele chemii. Wystarczy spojrzeć na skład chleba. W prawdziwym wystarczy tylko mąka, a czasem tych wybielaczy, spulchniaczy, konserwantów jest cała lista. Występowanie, głównie u dzieci, różnych alergii jest spowodowane przede wszystkim czynnikiem żywieniowym - tłumaczy dr hab. Jerzy Szymona. Zmiany naszych przyzwyczajeń i polskiego rolnictwa nie będą łatwe. - Zainteresowanie produkcją ekologiczną rośnie, ale jest wiele do zrobienia - mówi Kazimierz Gorczyca.

Piotr Nowak

Zajmuję się gospodarką regionu, sprawami sądowymi i prokuratorskimi oraz religią.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.