Seks to wisienka na torcie

Czytaj dalej
Fot. Anna Kurkiewicz
Gabriela Bogaczyk

Seks to wisienka na torcie

Gabriela Bogaczyk

Wiele kobiet ma problem ze znajomością własnego ciała. Młodzież zdobywa wiedzę o seksualności w internecie. - A seks jest ważny. Jest najbardziej intymną więzią - mówi lek. med. Zofia Wieczerzak, ginekolog i seksuolog.

Czy po 40 latach pracy w zawodzie lekarza, kobiety jeszcze Panią czymś zaskakują?

Pacjentki cały czas zaskakują. Chociaż się bardzo zmieniły na przestrzeni tych lat. Jak zaczynałam pracę, miały niską świadomość swoich potrzeb, ale mimo różnych zabobonów miały ogromny szacunek dla lekarza. One wierzyły medycynie, nie sprawdzały w internecie zaleceń lekarskich. W tej chwili pacjentki potrafią wejść do gabinetu z gotową diagnozą i listą leków.

Z punktu widzenia ginekologa można powiedzieć, że wzrosła dbałość o higienę, ale mamy sporo innych problemów, których nie było wcześniej. Bardzo często do gabinetu zgłaszają się pacjentki z dolegliwościami z powodu stanów zapalnych dróg rodnych, mimo że wyniki badań wychodzą prawidłowo.

Wynika to ze sposobu ubierania się. Kobiety chodzą w bardzo obcisłej bieliźnie, nie zawsze w bawełnianej, używają wkładek i podpasek zapachowych, które nie są dobre dla naszych narządów intymnych ze względu na zawartość środków chemicznych.

Czy współczesne kobiety wiedzą, jak są zbudowane ich narządy intymne?

Nie do końca. Powiem, że czasami trudno się rozmawia z pacjentkami i to niezależnie od wieku czy statusu. Przychodzi do mnie dużo studentek, ale nawet te studiujące medyczne kierunki czasem mają z tym problem. W dużej mierze jest to kwestia braku znajomości siebie i własnego ciała. Na przykład jest grupa pacjentek, które nigdy się nie masturbowały, a właśnie dotykając siebie poznajemy budowę własnego ciała. Niektóre kobiety boją się nawet podmyć. To są najczęściej osoby z kompleksami i niską samooceną. I to nie idzie wcale w parze z wykształceniem.

Czy zdarza się, że kobiety wierzą jeszcze w mity i zabobony?

Seks to wisienka na torcie
Anna Kurkiewicz Lek. med. Zofia Wieczerzak ginekolog i położnik, lekarz seksuolog. Współzałożycielka Fundacji Promocji Zdrowia Seksualnego im. dr. Stanisława Kurkiewicza. Obecnie przyjmuje pacjentów m.in. w przychodni Provita przy ul. Chodźki 13.

Coraz mniej. Raczej bym wskazywała na niewiedzę. Część kobiet ma wielki problem z zaakceptowaniem antykoncepcji hormonalnej. Ja wtedy zadaję im pytanie: „czy ciąża byłaby dla pani w tym momencie problemem”? Odpowiadają, że tak, bo muszą skończyć studia, chcą wyjechać do pracy za granicę itp. W takiej sytuacji skuteczną i pewną formą zapobiegania ciąży są właśnie tabletki hormonalne.

Współczesne pacjentki dużo pytają, np. czy farbowanie włosów zaszkodzi mojemu dziecku, czy mogą uprawiać sport w ciąży czy utyją po tabletkach antykoncepcyjnych.

Dużo jest też zaskakujących odpowiedzi. Jak pytam „czy pani zapobiegała ciąży?“, to część kobiet mówi, że tak, bo uprawia stosunek przerywany, co jest już jakimś archaizmem, bo to nie jest żadna forma antykoncepcji.

Najczęściej stosowaną metodą nadal jest prezerwatywa, później tabletki hormonalne doustne, dalej spirale albo krążki. Część kobiet nie stosuje antykoncepcji, bo bardzo rzadko współżyje.

A co kobiety wiedzą o tabletce „po”?

Najczęściej korzystają z niej osoby młode i niedoświadczone. Jak była wcześniej na receptę, to telefon rozdzwaniał się najczęściej w piątek, sobotę, niedzielę. Tabletka „po” zawiera dużą dawkę hormonów, które nie szkodzą zdrowiu. Jej zadaniem jest taka przemiana hormonalna w śluzówce jamy macicy, żeby nie doszło do połączenia komórki jajowej z plemnikiem albo do zagnieżdżenia zarodka. Dlatego nie można uznać, że jest to tabletka poronna.

Czego najbardziej się wstydzą kobiety u ginekologa?

Pacjentki, które przychodzą po raz pierwszy boją się badania ginekologicznego.

Dziwi się im Pani?

Nie, absolutnie. Ale wiele zmienia rozmowa i przygotowanie do pierwszego badania. Kobiety trafiają do ginekologa najczęściej, gdy są dopiero zaniepokojone stanami zapalnymi bądź przychodzą porozmawiać na temat planowania rodziny. Jedna czwarta puli pacjentek pierwszorazowych przychodzi przed rozpoczęciem inicjacji seksualnej.

Pozostałe pacjentki już po rozpoczęciu współżycia. A chciałabym bardzo, żeby było odwrotnie ze względu na to, że mają ogromne braki w wiedzy. Wynika to m.in. z tego, że w szkołach nie ma aktualnie edukacji seksualnej. Ciągle są przepychanki, kto ma to robić, szkoła czy rodzice.

W związku z tym w praktyce panuje bardziej edukacja koleżeńska, towarzyska czy podwórkowa. To jest dla młodych źródło wiedzy. No i internet. A podstawą powinna być literatura. Nadal uważam, że świetną książką edukacyjną jest „Sztuka kochania” Michaliny Wisłockiej.

Jak pacjentki reagują po raz pierwszy, gdy usłyszą, że są w ciąży?

W przypadku macierzyństwa zaplanowanego jest to radość. Z drugiej strony, jest wiele młodych dziewczyn, dla których ciąża jest zaskoczeniem. W pierwszej chwili nie zawsze są szczęśliwe. Choć starają się tego nie pokazywać, bo obecnie żyjemy w czasach wielkiego kultu rozrodczości, macierzyństwa, promocji karmienia piersią.

Nawet celebryci lansują ciąże i wielodzietność. To ma swoje przełożenie na społeczeństwo. Ale normalne życie trochę inaczej wygląda niż w kolorowej gazecie. Czasem jest czarno-białym czasopismem.

Jak Pani ocenia poziom świadomości seksualnej w Polsce?

W naszym kraju nie ma refundacji porad seksualnych. Zostają tylko gabinety prywatne, a mamy np. ludzi niepełnosprawnych, dla których seksualność też jest ważna, a których nie stać na taką wizytę. Poza tym diagnostyka i leczenie są bardzo drogie. Można powiedzieć, że seksuologia jest ekskluzywna. Z drugiej strony, jesteśmy państwem katolickim i naszą świadomość kształtuje wiara, religia i miejsce, gdzie żyjemy.

Brak edukacji seksualnej wynika też ze społecznego nacisku, przez co tłamsimy w sobie te sprawy. Pamiętam czasy, kiedy apteki za naszym, lekarzy, apelem wydawały leki na poprawę erekcji w torebce bez napisu, żeby nikt w kolejce nie widział. To się zmienia, aczkolwiek dla przeciętnego człowieka najważniejsze jest to, żeby zapłacić rachunki, zjeść obiad, a życie seksualne jest spychane na dalszy plan.

W regionie lubelskim nie ma wojewódzkiego konsultanta ds. seksuologii...

Pół żartem pół serio, interpretuję to w ten sposób, że w naszym województwie nie ma problemów seksualnych. Ale wpływ opcji politycznych też ma swoje znaczenie. Jestem członkiem Fundacji Promocji Zdrowia Seksualnego i też musieliśmy zawiesić działalność, bo bardzo ciężko było nam ją utrzymać ze względu na to, że w tej chwili jest wszystko torpedowane. Słyszymy, że na seksuologię nie ma pieniędzy. Nawet na studiach medycznych nie ma zajęć z seksuologii.

Z jakimi problemami przychodzą kobiety do seksuologa?

Najczęściej ze spadkiem potrzeb seksualnych. Na zadowolenie z życia seksualnego u kobiety wpływa wiele czynników. Potrzeby seksualne są u nas inne niż u mężczyzn. Potrzebujemy czułości, bliskości, porozumienia z partnerem. Brak tego powoduje, że zaczynamy unikać sfery seksualnej.

A mężczyźni mają swoje potrzeby i szukają przyjemności dla siebie tzn. rozładowania napięcia seksualnego, a zupełnie nie biorą pod uwagę odczuć kobiet. Dlatego do seksuologa przychodzą pary, bo to jest problem układu partnerskiego. To nie jest grypa do leczenia przez lekarza rodzinnego.

Czy mężczyźni mają opory przed przyjściem do seksuologa?

Dla mężczyzn problemy seksualne są tak głęboko psychicznie źle odbierane, że szukają pomocy specjalistycznej częściej, niż robi to kobieta. Dla nas życie seksualne znajduje się na dalszym planie. Natomiast u mężczyzn tak nie jest. Mężczyzna traktuje tę sferę priorytetowo, bo jego sprawność seksualna często wiązana jest z pojęciem macho.

Mimo że jest on spełniony zawodowo, chce być dalej aktywny w łóżku. Mężczyźni mogą mieć nadciśnienie, cukrzycę albo inne dolegliwości, ale czują, że seksualnie muszą być sprawni. Warto też dodać, że problemy seksualne często wyprzedzają u mężczyzn schorzenia sercowo-naczyniowe.

Jak obecnie wygląda życie seksualne Polaków?

Generalnie jesteśmy bardziej otwarci. Jak się rozmawia z ludźmi w wieku 30-40 lat, to oprócz stosunków tradycyjnych mówią otwarcie o formach oralnych, o wzajemnych masturbacjach. Część par przyznaje się do stosunków analnych, kiedy dwadzieścia lat temu nie chcieli jeszcze o tym mówić. Są też nowe zjawiska np. swingersi, o których wcześniej w ogóle się nie słyszało. Wiele osób przyznaje się do oglądania filmów erotycznych, które wzmagają podniecenie seksualne albo służą jako afrodyzjak czy inspiracja.

Z badań wynika, że średnio kochamy się dwa razy w tygodniu. Wraz z wiekiem intensywność życia seksualnego zmniejsza się ze względu na menopauzę u kobiet. Mężczyźni nadal zachowują chęć i ochotę na współżycie. Zawsze mówię, że przykładem tego jest, że ugotowana zupa i posprzątane mieszkanie nie zastąpi mężczyźnie seksu. Dlatego czasami rozglądają się za innymi kobietami.

No właśnie, dlaczego szukamy kogoś na boku?

Może to wynikać z potrzeby dowartościowania i akceptacji, bo nie czujemy tego w domu. A takie potwierdzenia znajdujemy u kogoś innego. Może być też tak, że nie jesteśmy zadowoleni ze swojego życia seksualnego, a poznaliśmy kogoś z kim jest nam bardzo dobrze.

Zdarzają się takie związki z pozoru idealne, gdzie ludzie wybudowali dom, mają świetną pracę, ale nie sypiają razem. Żyją tak naprawdę obok siebie pod jednym dachem. Mieszkają razem do momentu, dokąd nawzajem się znoszą. Kiedy przestają się tolerować, wtedy się rozstają. Mieszkanie obok siebie to nie jest związek, nawet jeśli są dzieci i kredyt do spłacenia.

Jak ważny jest seks w naszym życiu?

Seks jest ogromnie ważny. Seks jest najbardziej intymną więzią pomiędzy partnerami. To jest ta wisienka na torcie. To nie jest ten wybudowany dom, to jest coś, co nas przyciąga do siebie i sprawia, że jesteśmy razem szczęśliwi.

Dobór seksualny jest niezwykle ważny. Jeżeli zaczyna nam czegoś brakować, to należy wzmóc swoją czujność, bo pozostałe wartości też mogą wkrótce lec w gruzach. Niby mamy wszystko, a nie mamy już partnera.

Czym jest obecnie zdrada? Kto kogo zdradza?

Niestety, przyzwyczailiśmy się do zdrad, nie są już one jakoś bardzo społecznie potępiane. Z moich obserwacji i doświadczenia wynika, że zdrada jest psychicznym odejściem człowieka od człowieka. To nie jest wyłącznie akt fizyczny.

Dopiero odejście psychiczne to jest klęska, wtedy nie ma już po co do siebie wracać, bo nie ma żadnych relacji i pociągu seksualnego. Ja mam swoje filmy, ty masz swoje książki i właściwie tylko się mijamy. Kto zdradza? W gruncie rzeczy nie ma ani świętych kobiet, ani świętych mężczyzn.

Gabriela Bogaczyk

Zajmuje się ochroną zdrowia i sprawami społecznymi.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.