Sienkiewicz, czyli słabości małego, wielkiego pisarza

Czytaj dalej
Fot. Archiwum
Marek Zaradniak

Sienkiewicz, czyli słabości małego, wielkiego pisarza

Marek Zaradniak

Wielkopolska ma się czym pochwalić - nie dość, że Henryk Sienkiewicz (1846-1916), pierwszy polski noblista, który zmarł 100 lat temu, miał tu przyjaciół, to jeszcze najważniejsze utwory publikował w poznańskiej prasie

W miniony wtorek minęła setna rocznica śmierci twórcy „Quo vadis” i „Trylogii”, pierwszego polskiego laureata Nagrody Nobla Henryka Sienkiewicza. W Wielkopolsce możemy się pochwalić nie tylko założonym w 1978 r. przez Ignacego Mosia Muzeum Literackim Henryka Sienkiewicza, ale i częstymi przed laty pobytami pisarza.

W poznańskim muzeum znajduje się maska pośmiertna i odlew prawej dłoni pisarza.

To prace rzeźbiarza Franciszka Ksawerego Blacka, współautora Pomnika Grunwaldzkiego w Krakowie.

Warto wiedzieć, jak ten rzeźbiarz znalazł się przy Sienkiewiczu w Szwajcarii. Był stypendystą Ignacego Jana Paderewskiego, który pracował razem z Sienkiewiczem w Komitecie Generalnym.

- Ciekawe jest to, że choć Black wykonał maskę pośmiertną, pozostała ona w pracowni artysty w Paryżu, a przecież była wykonana za zgodą rodziny. Zwykle maska taka trafia w ręce rodziny lub w godne miejsce upamiętniające sławę danego artysty. Tymczasem do lat 70. ubiegłego wieku pozostawała w pracowni prywatnej Blacka w Paryżu. Całą pracownię odziedziczyła Maja Black.

Henryk Sienkiewicz na jednym z portretów
Archiwum Maska pośmiertna i odlew prawej dłoni Henryka Sienkiewicza

Tymczasem Ignacy Moś jak to Moś. Jak mawiał, emisariuszy miał na całym świecie. Miał rodzinę i przyjaciół w Paryżu i dowiedzieli się oni, że w pracowni Blacka jest wiele sienkiewiczowskich skarbów jak jego popiersie czy medalion z wizerunkiem pisarza.

Rozpoczęły się zabiegi o ich pozyskanie, po których pozostała korespondencja pomiędzy Mają Black a Ignacym Mosiem, w której czytamy: „Niech pan Moś mi nie przysyła kolejnej bomboniery, bo ja mu nic nie sprzedam”.

Ale przeszkody tylko uskrzydlały Mosia i w końcu dopiął swego. Pozostała jednak kwestia finansów, które przekraczały możliwości poznaniaka. Ale i tu znalazło się rozwiązanie. Zaapelował do zaprzyjaźnionej z nim Barbary Piaseckiej-Johnson, grając na nucie patriotyzmu, że klejnoty powinny znaleźć się u niego i w 1976 roku osoby wydelegowane przez milionerkę wykupiły wszystko, co dotyczyło Sienkiewicza z tej pracowni. Wtedy już Ignacy Moś planował stworzenie muzeum. Skarby jednak nie trafiły do Poznania, ale do Szczęścia, czyli majątku pod Kaliszem, który Barbara Piasecka-Johnson przysposobiła jako rodzinny, aby przyjąć tam swego męża.

Szczęście Ignacego Mosia było absolutne i pełne. I w tym przypadku istnieje bardzo bogata korespondencja między nim a Barbarą Piasecką-Johnson. „Trafiło to w godne ręce, bo ty to uszanujesz” - pisała pani Barbara do Igo Mosia - opowiada Anna Surzyńska-Błaszak, kierowniczka muzeum Sienkiewicza .

Odlew Blacka jest jednak wykonany z gipsu i pokazywanie go jest niebezpieczne. Dlatego Ignacy Moś zdecydował o zrobieniu odlewu w brązie. Jest on stale na ekspozycji. Odlew w gipsie został udostępniony zwiedzającym teraz, na dwa tygodnie. Stało się to po raz pierwszy od 22 lat. Potem znów będzie schowany.

Ale właśnie te fakty zbudowały klimat uroczystości, jaka odbyła się we wtorek w muzeum z okazji rocznicy śmierci pisarza. Czytane były też dwie mowy pośmiertne. Obie są naładowane emocjami. Jedną wygłosił Ignacy Jan Paderewski podczas wieczornicy w Chicago, a druga mowa wygłoszona została przez księdza Włodzimierza Jasińskiego w kościele farnym w Koninie. Mowy te wskazują na to, co nam Sienkiewicz przekazał i zdaniem Anny Surzyńskiej-#-Błaszak oba teksty nie zdewaluowały się.

Rok Sienkiewicza
2016 r. ogłoszony został Rokiem Sienkiewiczowskim. W związku z tym trwa ogólnopolskie szaleństwo.

- Do dziś nasze malutkie muzeum przygotowało 33 wystawy planszowe, które trafiły do muzeów, bibliotek i szkół. Nasze materiały były w Rzymie na zakończonej właśnie wystawie i konferencji zorganizowanej przez slawistykę na Uniwersytecie Sapienza, oraz w Paryżu w Instytucie Polskim. Wystawa sienkiewiczowska otwarta została w Senacie, a w niedzielę w Filharmonii Narodowej oratorium „Quo vadis” Feliksa Nowowiejskiego wykona Filharmonia Olsztyńska - opowiada szefowa muzeum.

Henryk Sienkiewicz na jednym z portretów
Waldemar Wylegalski Szefowa Muzeum Henryka Sienkiewicza Anna Surzyńska-Blaszak prezentuje medal noblowski pisarza

- Bardzo jesteśmy dumni z Sienkiewicza, bo noblistów mamy jak na lekarstwo, ale wszystkim i zawsze tłumaczymy, że Sienkiewicz otrzymał Nagrodę Nobla za całokształt twórczości, a nie tylko za „Quo vadis”. Są dokumenty na ten temat, a wszystko zaczęło się zmieniać, gdy w latach 80. ubiegłego wieku zostały udostępnione zasoby archiwum Akademii Szwedzkiej. Ostatnio jednak w jednym z sondaży ulicznych na ileś przepytanych osób tylko jedna wiedziała o Noblu dla Sienkiewicza, a w wielkim Teście o Sienkiewiczu w Telewizji komentatorka twierdziła, że Sienkiewicz miał 154 cm wzrostu, a jego czwarta żona popełniła samobójstwo. Wtedy wyłączyłam telewizor, bo tego się nie dało oglądać - irytuje się miłośniczka i wielka znawczyni życia i twórczości naszego pierwszego noblisty. - Sienkiewicz miał trzy żony, więc ta czwarta nie mogła z powodu porzucenia popełnić samobójstwa - tłumaczy Anna Surzyńska-Błaszak.

Wielkie cierpienia pisarza

W tym roku odbyła się w Muzeum Sienkiewicza w Poznaniu wystawa „Sienkiewicz społecznik” z całym blokiem działalności na rzecz zaboru pruskiego. Pisarz często przyjeżdżał do Poznania i Wielkopolski. Jako młodziutki dziennikarz czytał w Bazarze w roku 1880 nowelę „Za Chlebem”. I choć adresowana jest ona do chłopstwa, na sali siedzieli właściciele ziemscy i mieszczanie. Dużym echem odbiły się też pobyty w Miłosławiu u Kościelskich. Pobyt w roku 1889 związany był z odsłonięciem tam pomnika Słowackiego. Sienkiewicz wygłosił tam przemówienie gloryfikujące mowę polską. Cały jego tekst zamieszczony jest w Encyklopedii Staropolskiej Glogera pod hasłem „mowa”. Przed wojną w szkołach uczono się tego na pamięć.

Henryk Sienkiewicz na jednym z portretów
Waldemar Wylegalski Ilustracje do „Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza i egzemplarze tej powieści

Jak to w zwyczaju bywało, podczas pobytu u Kościelskich Sienkiewicz był obwożony dyszlem, czyli od majątku do majątku.
W Rogalinie bywał często u Raczyńskich. W pamiętniku Róży Raczyńskiej możemy przeczytać, jak podczas pobytu w Rogalinie pisarz naderwał sobie ścięgno w ręce, ponieważ chciał się popisać swoją siłą. Wziął za pasek sześcioletniego wówczas Rogera Raczyńskiego, uniósł go i... doszło do kontuzji . Traktował to jako postrzał, histeryzował, że pół ręki mu odpadło.

Z kolei literaturoznawca Julian Krzyżanowski w „Kalendarium Henryka Sienkiewicza” tak opisuje tamto wydarzenie: „Podczas pobytu w Rogalinie Sienkiewicz doznał obezwładnienia ręki wskutek postrzału, co napełnia go śmiertelną obawą paraliżu. Postrzał spowodowany był podniesieniem sześcioletniego Rogera. Pisarz jako rekonwalescent wrócił do Warszawy, aby pozbyć się lęku i skonsultować z lekarzami. O tym wypadku zawiadomił też wszystkie gazety i całą rodzinę. Pisał oczywiście tą rzekomo „sparaliżowaną” ręką.

- Sienkiewicz jak cierpiał, to cierpiał całym sobą. Gdy sobie przeciął czoło na dwa cale, napisał 10 listów, że uległ „całkowitemu wstrząśnieniu”. Lubił roztaczać wokół siebie aurę troski i zainteresowania - opowiada Anna Surzyńska-Błaszak.

Sienkiewicz u wód
Gdy jednak pisarz wystąpił w liście otwartym z roku 1906 do cesarza Wilhelma II, króla Prus, w obronie dzieci strajkujących we Wrześni, został uznany za persona non grata w Wielkopolsce. Zwłaszcza że, aby zwiększyć znaczenie listu, został on opublikowany w kilku wersjach językowych w całej Europie. Jednak z Raczyńskimi spotykał się nadal, tyle że w kurortach. Utrzymywał też kontakty z Kościelskimi. Co ciekawe, to właśnie w ukazującym się w Poznaniu „Dzienniku Poznańskim” ukazywały się w odcinkach „Trylogia” i „Quo vadis?”. Któregoś razu pod tekstem jednym z odcinków „Quo vadis?” redakcja zamieściła informację: „Przerywamy druk, ponieważ pisarz udaje się do wód”.

Henryk Sienkiewicz na jednym z portretów
Archiwum Henryk Sienkiewicz na jednym z portretów

Sienkiewicz w eksponatach
Od ukazania się po raz pierwszy „Quo vadis?” dzieło to było wznawiane w Polsce w 192 wydaniach. Tymczasem w tym samym czasie we Włoszech ukazało się 400 wydań tej powieści. Włosi zawłaszczyli sobie „naszego” Sienkiewicza i często osoby niezorientowane uważają, że to jest ich pisarz.

W sumie „Quo vadis?” zostało przetłumaczone na 57 języków, w tym tak egzotyczny jak język Mahatmy Ghandiego gujarati. W poznańskim muzeum znajdują się aktualnie egzemplarze „Quo vadis?” w 30 wersjach językowych. 80 procent z nich Ignacy Moś zdobył dzięki prywatnym kontaktom, ale co jakiś czas pojawiają się kolejne. Swoją pomoc w tej sprawie obiecali m.in. slawiści z Rzymu.

- Samo otwarcie drzwi do muzeum to dziś trochę za mało - uważa szefowa placówki. - Dlatego oferta musi być bogatsza i atrakcyjniejsza. Po zmianie ekspozycji przy eksponatach pojawiła się duża liczba informacji.

Gdy oglądamy rzeźby, meble czy pierwsze wydanie „Quo vadis?”, gość muzeum ma do dyspozycji blok informacji nagranych na multimediach i może odtworzyć sobie genezę utworu, jego ekranizacje czy muzykę. Są też duże bloki o Nagrodzie Nobla, młodości pisarza, Trylogii, „Krzyżakach” czy „W pustyni i w puszczy” . Natomiast przy salonach są stanowiska z nagraniami na temat na przykład salonu bidermajerowskiego, znajdujących się w nim mebli i obrazów.

Na drugim piętrze muzeum jest salon rodzinny ze zdjęciami. Tutaj można posłuchać opowieści o synu Sienkiewicza, o jego córce, ale swój kącik ma też Ignacy Moś. Nową formą działalności muzeum są warsztaty historyczno-plastyczne. Uczestnicząc w nich, można sobie wymyślić własny herb na bazie rycerstwa z Krzyżaków albo ubierać lalki w stroje szlacheckie i dworskie z „Trylogii”. Sporym zainteresowaniem cieszą się też wykłady muzealne. Podczas ostatniego prof. Marek Wedemann mówił na temat Sienkiewicza w kontekście odrodzenie Wojska Polskiego. Wspomniał m.in. o tym, że nad trumną pisarza w Szwajcarii zebrali się przedstawiciele sześciu mocarstw, mimo że prowadziły one między sobą wojnę. Choć nie pełnił żadnej funkcji politycznej, był jednak międzynarodowym autorytetem moralnym.

- Oj, kto wie, czy gdyby nie zmarł w 1916 roku, nie zostałby w Belwederze on, a nie Piłsudski - stwierdził Marek Wedemann.

Marek Zaradniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.