Ślonzoki na krańcu Europy. Islandię poznali zwiedzając ją motocyklem, samochodem i na piechotę

Czytaj dalej
Magdalena Nowacka-Goik

Ślonzoki na krańcu Europy. Islandię poznali zwiedzając ją motocyklem, samochodem i na piechotę

Magdalena Nowacka-Goik

Projekt nazwali "Ślonzoki na krańcu Europy". Miał być jednym wyjazdem, a skończyło się na trzech wyprawach. Ostatnia odbyła się w czerwcu tego roku.

Ślonzoki na krańcu Europy. Islandię poznali zwiedzając ją motocyklem, samochodem i na piechotę

Projekt nazwali "Ślonzoki na krańcu Europy". Miał być jednym wyjazdem, a skończyło się na trzech wyprawach. Ostatnia odbyła się w czerwcu tego roku. Dwie poprzednie w lipcu 2014 r. i sierpniu 2016 r. - Pokazaliśmy trzy sposoby zwiedzania Islandii - mówi pani Katarzyna. - Ten kraj, wciąż jest nie do końca odkryty przez turystów, chociaż ostatnio mocno zyskuje na popularności, także wśród Polaków. Nadal jednak wyjazdy na Islandię, zwłaszcza na własną rękę, są traktowane jako nieco ekstremalne. Co ciekawe, samych mieszkańców jest tam tylu, ilu mieszkańców Katowic, ale w ubiegłym roku przewinęło się około miliona turystów z całego świata. W tym roku podobno ma ich być 2 miliony. Atrakcje Islandii znalazły się na liście "must have". Sama Islandia jest też doceniana ze względów bezpieczeństwa, według Global Peace Index. Tam groźna może być jedynie nierozwaga i zbytnia beztroska turystów, którzy lekceważą znaki ostrzegające np. przed wejściem ma dany teren - opowiada pani Kasia. Swoje podróże oczywiście filmowali. Także dronem. - Chcieliśmy pokazać Islandię inaczej niż w przewodnikach, kompletnie z zupełnie innej perspektywy - mówią śląscy podróżnicy.

Ślonzoki na krańcu Europy. Islandię poznali zwiedzając ją motocyklem, samochodem i na piechotę
arc Katarzyna Majzel-Pośpiech, Michał Pośpiech

Groźny popiół wulkaniczny i... nasz słynny wafelek

Pierwszą wyprawę odbyli w lipcu 2014 roku. Spędzili wtedy 15 dni na Islandii i trzy na Wyspach Owczych. Na miejsce dotarli promem z Danii, a potem przesiedli się na motocykl. Przejechali nim 3700 km, plus 3300 dojazdu na prom i przejazdu przez Wyspy Owcze.

- Motocykl mieliśmy swój. Obliczyliśmy, że bardziej opłaca nam się go kupić w Polsce, niż wypożyczać na miejscu - opowiada pan Michał. Głównym celem wyprawy było zwiedzenie Interioru, czyli skupiska wulkanów i lodowców. Pokonały ich jednak częściowo warunki pogodowe. - Musieliśmy się wycofać z tych miejsc, które pokrywał popiół wulkaniczny. Motocykl po prostu się zapadał i nie mogliśmy przejechać - opowiada pani Katarzyna. Trzeba było zmodyfikować plan wyjazdu. Ostatecznie przejechali głównie trasą nr 1 i podziwiali Fiordy Zachodnie. Polacy lubią Islandię, stanowią tam największą mniejszość. Podczas swojej pierwszej podróży do tego kraju, Katarzyna i Michał poznali rodaków i nawet się z nimi zaprzyjaźnili. - Nic dziwnego, bo to rodzina ze Śląska, Katowic i Tychów - śmieje się pani Katarzyna. Na Islandii poznana rodzina mieszkała już wtedy od 8 lat, dokładanie - w Reykjavíku. To właśnie od nich nasza para podróżników dowiedziała się mnóstwo interesujących informacji o tym kraju i jego mieszkańcach. Takich, o których nie można przeczytać w przewodnikach.
- Byliśmy w prawdziwym szoku, kiedy dowiedzieliśmy się, że największym hitem wśród słodyczy, zarówno jeśli chodzi o dzieci, jak i dorosłych, jest tam... polskie Prince Polo. Mało tego, większość dzieci jest przekonanych, że ten wafelek jest rdzennie islandzkim produktem. Sami też zauważyliśmy, że właśnie ten czekoladowy wafelek najbardziej rzuca się w oczy, choćby w witrynach sklepików na stacjach benzynowych - wspominają.

Spotkanie z piłkarzami i skojarzenia filmowe

Ta pierwsza wyprawa pozostawiła w nich wiele niedosytu i stała się impulsem do kolejnej podróży. W sierpniu 2016 roku spędzili na Islandii 14 dni i przemierzyli ( łącznie z dojazdem na prom) 6 tysięcy kilometrów. Tym razem zdecydowali się na własny samochód marki Jeep Grand Cherokee. - Wyposażyliśmy go pod kątem terenowej wyprawy, przerabiając na minicampera. Usunęliśmy tylne fotele i można powiedzieć, że zbudowaliśmy sobie dom w aucie. Mieliśmy nawet specjalną platformę do spania - opowiada pan Michał.
Oboje nie ukrywają, że poczuli się "komfortowo". Podczas tej wyprawy udały się plany zwiedzenia Interioru. Jak podkreślają, krajobraz faktycznie robi wrażenie. Nic dziwnego, że jest wykorzystywany podczas produkcji filmów fantasy i since-fiction. - Islandia to gotowe plenery filmowe, kręcono tu np. "Grę o tron"czy "Prometeusza", a także filmy, których akcja toczy się w przestrzeni kosmicznej. Kompletnie czarny dywan, który tworzy popiół z lawy, to gotowa scenografia - opowiadają podróżnicy ze Śląska. Ale podczas tej wyprawy nie skupili się tylko na zachwycie nad krajobrazami. To był czas Mistrzostw Europy w piłce nożnej. Wszyscy emocjonowali się Euro 2016. A najbardziej chyba właśnie w Islandii! - Drużyna islandzka pokonała wtedy Anglię. Było to coś niesamowitego, bo zespół miał w składzie tylko dwóch zawodowców. Podczas tego wyjazdu postanowiliśmy poznać więc trzon islandzkiej reprezentacji. Napisaliśmy z pytaniem czy będzie możliwość spotkania i rozmowy. Zgodzili się. Bardzo ciepło nas przyjęli, oprowadzili po stadionie - opowiada pani Katarzyna.

Jedzenie od amerykańskiej armii i śnieg w czerwcu

Ostatnia wyprawa odbyła się w czerwcu tego roku. Wziął w niej udział sam Michał Pośpiech z kolegą Maciejem Swobodą. To było najtrudniejsze podróżowanie, bo przemierzali Islandię pieszo, z plecakami.
- Wybraliśmy jeden z bardziej popularnych szlaków, 86 kilometrów w 6 dni. Nieśliśmy ze sobą cały ekwipunek, czyli żywność i namiot, śpiwór, karimatę. Spory ciężar, bo plecaki ważyły 28 kilogramów. To jest takie miejsce, gdzie trzeba być przygotowanym na każdą pogodę. Chociaż to był czerwiec, to w w niektórych miejscach leżał jeszcze śnieg. Same przygotowania trwały 6 miesięcy. Trzeba było zrzucić trochę kilogramów, a w weekend zadbać o kondycję wędrując po Beskidach. Prowiant trzeba było nieść ze sobą. Zwłaszcza, że trzeba było także pomyśleć o własnym wyżywieniu, a jadąc na motocyklu było to ograniczone.

- Pod tym względem nie można też liczyć np. na zakup prowiantu w schronisku. Tam można się tylko przespać, a i tak nie zawsze mamy tę gwarancję. Jeśli jest to popularny szlak, to miejsca są bukowane nawet z półrocznym wyprzedzeniem - opowiada pan Michał. W schronisku nie podładujemy też telefonu, bo...nie ma tam gniazdek. - Prąd czerpią tylko z solarów i służy głównie do oświetlania oraz zasilania krótkofalówki - wyjaśniają. Zainwestowali więc w wojskowe race żywnościowe, wycofywane z armii amerykańskiej, kupione na portalu aukcyjnym w internecie. - To świetna sprawa, bo one są sprzedawane ze specjalnymi podgrzewaczami, więc nie musieliśmy ze sobą brać kuchenki i naczyń, co oczywiście miało znaczenie. A żywność musiała być odpowiednia. Były dni, kiedy podczas wędrówki spalali po 6,5 tysiąca kalorii !
- Mimo wcześniejszych dwóch wypraw, pogoda jednak nas zaskoczyła. Wiedzieliśmy, że na Islandii pada, wieje i że śnieg w czerwcu jest czymś normalnym, ale...mieliśmy jeden dzień, kiedy dostaliśmy to wszystko w pakiecie. Grad, wiatr, mokry, gęsty śnieg. Maszerowaliśmy wtedy w tempie kilometra na godzinę. Było naprawdę ciężko.Ale wolność, obcowanie z naturą , nieskazitelność krajobrazu, to nam wynagrodziło nasze trudy - podkreśla.

Wulkany, baseny i...skojarzenia ze Śląskiem

Islandia słynie z wulkanów. Mieszkańcy są z nich bardzo dumni i mają do nich wyjątkowy, nieco żartobliwy stosunek.
- Ponieważ projektuję gadżety związane ze Śląskiem, byłam oczywiście zainteresowana, jak promuje się Islandia. Jednym z najczęściej wykorzystywanych motywów jest słynny wulkan Hekla. To jeden z najbardziej niebezpiecznych wulkanów. Ale groźne są też inne. W 2010 roku doszło do wybuchu wulkanu Eyjafjallajökull. Odwołano wtedy nawet loty nad Europą. Podczas naszej wyprawy zwróciłam uwagę, że w sklepach pojawiły się magnesy z napisem "Upss, niedługo znowu to zrobimy". Było to nawiązanie do tego wybuchu , zwłaszcza, że prognozowano, iż znowu będzie mocno aktywny. Jak widać, mieszkańcy mają do tego typu sytuacji i samych siebie, wiele dystansu - śmieje się pani Kasia.

Islandczycy bardzo dbają o swoją kondycję. Praktycznie w każdym mieście jest basen i sala gimnastyczna. Korzystają też z wód termalnych, których temperatura wynosi nawet plus 50 stopni. Biorąc pod uwagę, że w najcieplejszym miesiącu na Islandii, czyli w lipcu, średnia temperatura powietrza to plus 12 stopni, nic dziwnego, że takie kąpiele są bardzo popularne. - Szczególne wrażenie, zwłaszcza w zderzeniu z surowością krajobrazu, zrobił na nas basen na kamienistej plaży Atlantyku. Okazało się, że został wybudowany w 1954 roku i do tej pory można z niego korzystać. A mieszka tam zaledwie kilka osób, bo to ostatnia droga na Fiordach Zachodnich - opowiadają. Te trzy wyprawy pozwoliły im zobaczyć Islandię za każdym razem inaczej. - W sumie została nam jeszcze chyba tylko podróż przez Islandię zimą - śmieją się śląscy podróżnicy. Oboje zgodnie stwierdzają, że można się doszukać podobieństw między mieszkańcami Islandii, a mieszkańcami Górnego Śląska. - Gościnność, otwartość. Także solidność i hart ducha. Ambicja i konsekwencja. Takie cechy nas łączą. Ale także w samym krajobrazie można się doszukać podobieństw. Raz to nawet powiedziałem: zupełnie jak na hałdzie w Kostuchnie - śmieje się pan Michał.

Magdalena Nowacka-Goik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.