Śmierć przewiązana kokardką

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Marcin Koziestański

Śmierć przewiązana kokardką

Marcin Koziestański

Mirosław nie mógł się pogodzić z tym, że Agnieszka zostawiła go dla innego. Dlatego własnoręcznie zrobił bombę, którą wysłał narzeczonemu swojej byłej ukochanej.

Był 2003 rok. Mirosław miał wtedy 30 lat, a jego świat właśnie się zawalił. Szaleńczo zakochany w Agnieszce, nie zauważył nawet, gdy jej miłość do niego powoli się wypalała. Aż zgasła całkiem. Dziewczyna po kilkunastomiesięcznej relacji postanowiła zakończyć związek z kilka lat starszym od siebie mężczyzną. Mirosław - mieszkaniec jednej z podlubelskich wsi, ciągle jednak miał żywą nadzieję, że to jeszcze nie koniec ich wielkiej prawdziwej miłości.

Bomba w prezencie ślubnym

Jednak Agnieszka po pewnym czasie od rozstania postanowiła ułożyć sobie życie na nowo. Związała się z Radosławem. W Mirosławie aż krew się zagotowała, gdy się niedługo potem dowiedział, że młodzi kochankowie planują stanąć razem na ślubnym kobiercu. Postanowił ukarać ich za to, że musi teraz cierpieć, a oni cieszą się wspólnym nowym życiem.

Mirosław uknuł podstępny plan. Zdecydował, że zrobi bombę, wyśle ją rywalowi i pozbędzie się go raz na zawsze. Tak też zrobił. Długo obmyślał szczegóły swojej zbrodni, a w jej dokonaniu pomógł przypadek.

Zraniony kochanek, idąc przez wieś, spostrzegł swojego kolegę Artura, który naprawiał właśnie samochód. Wykonując prace spawalnicze, zgodził się na niespodziewaną prośbę Mirosława i zrobił dla niego metalową skrzynkę. Już po jej wykonaniu Mirosław powiedział mu, że chce wypełnić tę skrzynkę prochem i innymi materiałami wybuchowymi, a bomba ręcznej roboty ma zabić właśnie Radosława. Artur tylko się zaśmiał się, uznał bowiem to za żart. Okazało się jednak, że szaleniec ani myślał wtedy o żartowaniu.

Do zabójstwa doszło w październiku 2003 r. Radosław w przedsionku swojego domu znalazł zaadresowaną na niego paczkę. Prezent opakowany był w ozdobny papier i miał przyczepioną czerwoną kokardkę. Kiedy obdarowany wniósł prezent do mieszkania, paczka wybuchła. Mężczyzna zginął na miejscu, a przebywająca w domu jego siostra doznała niegroźnych obrażeń. Lekkie rany miała też Agnieszka, która straciła narzeczonego.

Śledczym nie sprawiło większych trudności ustalenie, kto wysłał zabójczy prezent. Porzucony wkrótce usłyszał zarzuty i zasiadł na ławie oskarżonych. Po krótkim procesie sąd uznał Mirosława za winnego zabójstwa rywala i skazał go na 25 lat pozbawienia wolności.

Mordercą może być każdy z nas

- To kolejna historia cyklu, w której mamy widoczne bagatelizowanie sygnałów zagrożenia - zauważa Monika Semczuk-Sołek z Ośrodka Psychoterapii Integratywnej w Zamościu. - Uczmy się odróżniać żarty od komunikatów o zamiarach realizacji działań mogących doprowadzić do tragicznych zdarzeń - dodaje psycholog i psychoterapeuta.

W tym przypadku ofiarą zbrodni był mężczyzna. - Jednak właściwie nie ma znaczenia, czy ofiarą jest kobieta, czy mężczyzna. Doszło do tragedii, zginął człowiek. Dlaczego? Dlatego że pokochał kobietę i chciał ułożyć sobie życie z ukochaną. Kto zabił? Drugi mężczyzna, który też kochał swoją miłością, która nie pozwalała się zgodzić, że ukochana wybrała kogoś innego. Dlaczego zabił? Może dlatego żeby usunąć rywala, z nadzieją, że kobieta wróci, a może z zemsty. Odpowiedź na to pytanie zna tylko ten, kto się dopuścił tego czynu - mówi Monika Semczuk-Sołek.

Nasza ekspertka uważa, że mordercą może być każdy z nas. - Duża część morderstw to zbrodnie popełniane z premedytacją, nie zaś w afekcie - wyjaśnia Semczuk-Sołek.

Potwierdzają to międzynarodowe badania, które wskazują, że aż 91 proc. mężczyzn i 84 proc. kobiet przynajmniej raz w życiu doświadczyło realistycznych fantazji o zabiciu innej osoby.

Amerykański psycholog Philip Zimbardo twierdzi, że to, czy ktoś zabije, czy nie, zależne jest od sytuacji, w jakiej się znajdzie. Z kolei Harald Welzer (autor książki „Sprawcy. Dlaczego zwykli ludzie dokonują masowych mordów”) twierdzi, że każdy człowiek nadaje się zarówno na zabójcę, jak i na masowego mordercę, że jesteśmy zdolni zabijać, ale jeszcze lepiej potrafimy to uzasadniać. I wcale nie przeszkadza nam fakt, że przysłowiową chwilę wcześniej mogliśmy uważać, że jest to niedorzeczne i sprzeczne z naszymi poglądami. - Człowiek jest w stanie nie tylko zabić, ale również nadać temu sens - kwituje psycholog z Zamościa.

Marcin Koziestański

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.