Szpitale zadłużają się, by przetrwać

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Gabriela Bogaczyk

Szpitale zadłużają się, by przetrwać

Gabriela Bogaczyk

Długi szpitali powiatowych w naszym regionie sięgają już 250 milionów złotych. Skąd się wzięło takie zadłużenie?

W województwie lubelskim działa siedemnaście szpitali powiatowych. Ich kondycja finansowa pozostawia wiele do życzenia. Na koniec 2016 roku łączne zadłużenie tych placówek wynosiło około 250 mln złotych. Co ważne, 25 mln zł to zobowiązania wymagalne, czyli takie do spłacenia natychmiast.

Lubelskie szpitale tłumaczą, że w większości te sumy to efekt kredytów zaciąganych przed laty. Przykładowo, szpital w Kraśniku ma do spłacenia 21 mln zł. - Wiąże się to głównie z kredytami zaciągniętymi jeszcze w ubiegłym dziesięcioleciu. Ciążą nam one jak kula u nogi, ale nie jest tak źle - zapewnia Małgorzata Wójcikowska, kierownik ds. medycznych w kraśnickim szpitalu. I wyjaśnia, że pieniądze były potrzebne, by rozpocząć inwestycje.

- Chodzi o wkład własny. Niedawno wybudowaliśmy lądowisko. Przeprowadziliśmy również remont w przychodni specjalistycznej przy ul. Chopina - wylicza Wójcikowska.

Kraśnicki szpital ma wielkie plany także na ten rok. - Jesteśmy w trakcie opracowywania projektu adaptacji pomieszczeń, by oddział kardiologii i położnictwa został w przyszłości przeniesiony do budynku przy ul. Chopina - wyjaśnia.

Natomiast zadłużenie szpitala w Krasnymstawie sięga już 30 mln zł. - W większości są to kwoty zaciągniętych kredytów, które staramy się regulować na bieżąco - tłumaczy Piotr Matej, dyrektor tej placówki.

Kredyty były potrzebne np. na termomodernizację budynku szpitala, kolektory solarne oraz nową aparaturę medyczną. - Kupiliśmy tomograf komputerowy, rezonans, respirator, echokardiograf - wylicza Matej.

Szpital w Bychawie ma obecnie 14,8 mln zł zadłużenia. - Musieliśmy wziąć kredyt, by wypłacić zaległe podwyżki dla pracowników. Chodzi o słynne „203” z 2001 roku. Pielęgniarki zrezygnowały z odsetek, ale i tak były to duże sumy - wyjaśnia Michał Wojtaś, dyrektor szpitala w Bychawie. I nie kryje obaw, jak finansowane będą dalej podwyżki dla pielęgniarek, tzw. Zembalowe, jak zniknie NFZ.

- Nikt o tym nie mówi. Poza tym inne grupy zawodowe, jak lekarze, również pewnie będą chcieli otrzymać podwyżki wynagrodzeń. Ja w zeszłym roku przyznałem im po 200 zł. Pamiętajmy jednak, że przychody i kontrakt nie wzrosły - zwraca uwagę Wojtaś.

Szpital we Włodawie ma do spłacenia prawie 23 mln zł, Łuków - 11 mln zł, a Puławy 55 mln złotych. Chociaż w tej placówce długi wymagalne zmalały od zeszłego roku o 4 mln zł.

- Szpital zaczął się bilansować. Jesteśmy na plusie, spłacamy dalej raty i nie generujemy kosztów. Tzw. wolne środki przeznaczamy na zakup sprzętu i remonty - wyjaśnia Piotr Rybak, dyrektor szpitala w Puławach.

Gabriela Bogaczyk

Zajmuje się ochroną zdrowia i sprawami społecznymi.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.