Tańca nie da się zamknąć w getcie, to niezależny żywioł

Czytaj dalej
Fot. Maciej Rukasz
Andrzej Z. Kowalczyk

Tańca nie da się zamknąć w getcie, to niezależny żywioł

Andrzej Z. Kowalczyk

Nie jesteśmy typowymi kuratorami, którzy realizują projekt, a to, co się dzieje poza terminem, jest mało ważne - mówi Ryszard Kalinowski, tancerz, choreograf, współorganizator Międzynarodowych Spotkań Teatrów Tańca.

Na jubileuszowe, 20. Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca nie musieliśmy czekać do listopada - ich prolog miał miejsce już w czerwcu, kiedy zobaczyliśmy spektakle Nederlands Dans Theater 2. Powiedziałeś wówczas, że występ holenderskiej kompanii był realizacją Twojego marzenia. A ja mam wrażenie, iż cały festiwal jest zrodzony z marzeń.
Jak ja to pamiętam - o czym też mówiła Hanna Strzemiecka - festiwal powstał z ogromnej fascynacji i miłości do zjawisk, które wcześniej nie mały tu miejsca. Oczywiście, byli w Polsce tacy twórcy, jak Conrad Drzewiecki i takie zespoły, jak Śląski Teatr Tańca. Już wtedy organizowano też festiwale, ale w Lublinie ich nie było. Z teatrem tańca lubelska publiczność spotykała się naprawdę sporadycznie. Tym bardziej że nowe media były w powijakach, zatem skazani byliśmy na sprowadzane różnymi drogami kasety wideo. Hanka podczas pobytu w USA oglądała wiele tamtejszych zespołów i fascynację nimi połączyła z przepełniającym ją twórczym niepokojem i pasją oraz niezgodą na to, co zastane. I - co ważniejsze - zaraziła tym nas, skupionych w Grupie Tańca Współczesnego Politechniki Lubelskiej. Były to dla nas rzeczy bardzo nowe, fascynujące. I z tej fascynacji zrodziło się marzenie, by te zjawiska pokazać innym. Zatem - tak, masz rację, można powiedzieć, że u początków Spotkań było marzenie.

Wówczas, w latach 90. ubiegłego wieku, hasło: teatr tańca kojarzyło się raczej z klasycznym baletem aniżeli z tańcem współczesnym. Wy, organizując Spotkania, z baletowej klasyki zrezygnowaliście. Jeśli nawet pojawiały się jakieś do niej nawiązania, to były one jedynie pretekstowe.
Rzeczywiście, nikt z nas nie fascynował się klasycznym baletem. Nie była to oczywiście wrogość czy negacja tej dziedziny sztuki, ale inspiracje czerpaliśmy skądinąd. Słusznie jednak zauważyłeś, że pewne kontakty z baletem były. Niektórzy twórcy wyszli właśnie stamtąd, że wspomnę choćby wybitnego tancerza i choreografa Stanisława Wiśniewskiego. Również tancerze Paula Taylora czy Merce’a Cunninghama mieli solidny baletowy background. A wszystkich ich gościliśmy w Lublinie. I było to właściwie oczywiste; wynikało z samej formuły festiwalu, który nieprzypadkowo został nazwany Spotkaniami. W tym słowie zawiera się jego misja. Mówi ono też, że mamy pozytywny stosunek do wielu różnych zjawisk; że chcemy spotykać różnych ludzi, a także spotykać ich ze sobą. A to oznacza, że nie chcieliśmy i nie chcemy nikogo wykluczać. W tym roku będzie zresztą namacalny tego dowód. W grudniu, w „epilogu” Spotkań wystąpi Polski Balet Narodowy. I mogę dodać, iż bardzo się cieszę, że uda się sprowadzić spektakl tego zespołu do Lublina.

W pierwszych latach istnienia festiwalu poszukiwanie wybitnych artystów i znaczących zespołów było z pewnością o wiele trudniejsze niż dziś.
Oczywiście. Mówiłem już o tym, że możliwości komunikowania się były w stosunku do obecnych bardzo skromne. Wówczas nie można było wejść na You Tube’a, który jeszcze nie istniał i wyklikać sobie dowolny spektakl. Czasami zespoły przysyłały swoje kasety wideo, ale większość spektakli, które sprowadzaliśmy do Lublina, wcześniej oglądaliśmy na żywo, przy okazji różnych wyjazdów. To nie skarga, bo każdy z tych wyjazdów był dla nas niezwykłą przygodą. A jeśli coś nas zafascynowało czy wręcz zachwyciło, to dlaczego tą fascynacją i zachwytem nie podzielić się z innymi? Przyznaję, że przykład Konfrontacji ośmielił nas, bo pokazał, iż w nowych warunkach można robić festiwal. Pomocne też były ambasady i instytuty kultury różnych państw, które ułatwiały sprowadzanie do nas zespołów ze swoich krajów.

Ryszard Kalinowski, tancerz, jeden z organizatorów festiwalu
Maciej Rukasz

W Spotkaniach uczestniczę od samego początku i nigdy na patrzyłem na nie w oderwaniu od Waszych innych przedsięwzięć, jak np. Fora Tańca Współczesnego, które dla mnie nie tylko były uzupełnieniem ich programu, ale budowały cały kontekst festiwalu. Czy Ty też tak na to patrzysz?
W dużym stopniu tak. My bowiem nie jesteśmy typowymi kuratorami, którzy mają zorganizować jakiś projekt w konkretnym momencie roku, a to, co się dzieje poza tym terminem jest dla nich mało ważne. Spotkania - powtórzę - wzięły się z fascynacji tańcem i miłości doń, a takich odczuć nie da się przecież „zużyć” w trakcie kilku czy nawet kilkunastu festiwalowych dni. Tak było dotychczas i mam nadzieję, że będzie nadal. Oczywiście, formuła festiwalu odbywającego się „od - do” jest ważna. Choćby przy pozyskiwaniu środków na jego organizację, a także jako stałego i gwarantowanego momentu spotkania. Ale bardzo mnie cieszy, kiedy na organizowanych przez nas Forach czy naszych premierach spotykam osoby, które regularnie widuję na Spotkaniach. Bo to oznacza, że festiwal nie jest dla nich eventem, na którym „wypada” być, lecz jest elementem odbywającej się w znacznie szerszym zakresie przygody z tańcem. Festiwal jest zatem finałem, zwieńczeniem całorocznej pracy. I niech tak będzie; niech będzie jak największym wydarzeniem, ale równie ważna jest dla nas ta codzienna praca.

W naszej rozmowie sprzed czterech lat zgodziliśmy się co do tego, że można już mówić o lubelskim środowisku tańca współczesnego, zatem nie będę ponownie o to pytać. Mam jednak wrażenie, iż można mówić o czymś więcej; o inspirującej roli Spotkań dla organizatorów innych festiwali, np. Konfrontacji Teatralnych, na których taniec pojawia się coraz częściej.
Mam nadzieję, że Spotkania i inne nasze przedsięwzięcia rzeczywiście spełniają taką rolę. Jeśli tak jest, to jest to oczywiście powód do satysfakcji. Ale ważne jest również umieszczenie tańca jako dziedziny twórczości w nowym kontekście, np. teatru niezależnego, poszukującego. Nie zamykanie go w getcie, lecz pokazanie, że może wchodzić w dialog z innymi dziedzinami sztuki. Zdarza się nam rozmawiać z organizatorami Konfrontacji, a nawet pewne rzeczy uzgadniać. Tak było choćby przy okazji „Re:Miksów” Komuny//Warszawa, którymi były zainteresowane obydwa festiwale. Dogadaliśmy się i spektakle z tego cyklu pojawiły się w programach obydwu. I nie wykluczam, że w przyszłości będzie dochodzić do kolejnych takich uzgodnień.

Ryszard Kalinowski, tancerz, jeden z organizatorów festiwalu
M. Zakrzewski Spektakl „Czterdzieści“ Polskiego Teatru Tańca, który zobaczymy w nurcie „Large Scale“

Tegoroczna, jubileuszowa odsłona Spotkań otwiera nowy cykl prezentacji nazwany „Large Scale”, w którym będziemy mogli oglądać „wielkoformatowe” realizacje, których dotychczas nie było gdzie w Lublinie pokazywać.
„Large Scale” ma nam dopełnić paletę barw. Bardzo chcieliśmy, aby widz, który przychodzi na nasze spektakle, jest ciekawy tańca, miał wreszcie ofertę w każdej kategorii. Nie tylko małe i średniej wielkości realizacje, lecz także te największe. Bowiem to znakomicie zwiększa jego możliwości wyboru. Otwarcie Centrum Spotkania Kultur z jego wielką sceną takie możliwości stworzyło. A czerwcowe prezentacje NDT 2, kiedy dwukrotnie udało się wypełnić niemal 1000-osobową widownię, pozwalają z optymizmem patrzeć na zaplanowane w tym miejscu spektakle Club Guy & Roni oraz Polskiego Teatru Tańca. Ale oczywiście zachęcam do zobaczenia wszystkich festiwalowych prezentacji i serdecznie na nie zapraszam.

Andrzej Z. Kowalczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.