To on zapytał Stalina o wymordowanych przez Sowietów polskich oficerów. Pochodził z Rudy koło Sędziszowa Małopolskiego

Czytaj dalej
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Cezary Kassak

To on zapytał Stalina o wymordowanych przez Sowietów polskich oficerów. Pochodził z Rudy koło Sędziszowa Małopolskiego

Cezary Kassak

Stanisław Kot - współpracownik Witosa, Sikorskiego i Mikołajczyka, światowej sławy uczony - miał korzenie w Rudzie niedaleko Sędziszowa Małopolskiego. A pierwsze polityczne szlify zdobywał w latach nauki w rzeszowskim gimnazjum.

Gdy w rozmowie z Józefem Stalinem w Moskwie Stanisław Kot, ambasador RP w Związku Radzieckim, poruszył sprawę polskich oficerów z obozów w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku, sowiecki dyktator stwierdził, że nie ma pojęcia, co stało się z zaginionymi. Zatelefonował do NKWD i tam wypytywał o Polaków. Było to typowe dla generalissimusa łgarstwo, teatralny gest. Do tej rozmowy doszło wszak w listopadzie 1941 roku, a wtedy nasi rodacy już nie żyli, o czym przywódca Kraju Rad doskonale wiedział, bo przecież zostali oni zamordowani za jego aprobatą.

Priorytetem swojej ambasadorskiej misji Stanisław Kot uczynił stworzenie aparatu opieki nad setkami tysięcy Polaków, którzy w koszmarnych warunkach egzystowali w ZSRR. Na jego zabiegi w tej sprawie krzywo patrzyli kremlowscy notable. Starania podejmowane przez Kota przyniosły jednak wymierne efekty. Mimo że funkcję ambasadora Rzeczypospolitej w „ojczyźnie proletariatu” pełnił krótko (1941-42), zdążył przyczynić się do wypuszczenia z więzień i łagrów większości polskich obywateli.

Czytał już w wieku 4 lat

Stanisław Kot, który znaczącą rolę w historii Polski XX wieku odegrał nie tylko za sprawą działalności dyplomatycznej, pochodził z Rudy - niewielkiej (dziś mieszka tu ok. 280 osób, nie licząc pensjonariuszy Domu Pomocy Społecznej) wioski koło Sędziszowa Małopolskiego. Urodził się w chłopskiej rodzinie jako syn Marcina i Marii z domu Fitał. Ojciec Stanisława był światłym człowiekiem, umiał czytać i pisać, co wówczas na wsi wcale nie było powszechne.

- Na archiwalnym zdjęciu Marcina Kota widać, że garnitur ma niewyszukany, „chłopski”, ale twarz inteligentną. Kilka razy pełnił funkcję wójta. Prowadził bogate życie towarzyskie. Do niego przychodzili ci mieszkańcy Rudy, którzy chcieli uzyskać najświeższe wiadomości, dowiedzieć się, „co słychać”

- opowiada dr hab. Tadeusz Paweł Rutkowski z Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego, autor dwóch biograficznych książek o Stanisławie Kocie.

Aura domu i wrodzone zdolności własne sprawiły, że Stanisław Kot w wieku 4 lat potrafił już płynnie czytać. I już wtedy lektura bajek, książek, gazet i wszystkiego, co wpadło mu w ręce, stała się jego pasją.

Za namową m.in. proboszcza Franciszka Ratowskiego rodzice Stanisława posłali syna do szkoły w Czarnej, a następnie w Sędziszowie. W 1896 roku późniejszy ambasador dostał się do c.k. Wyższego Gimnazjum w Rzeszowie. Z przyswajaniem wiedzy nie miał żadnych kłopotów. W wolnych chwilach udzielał korepetycji swoim znajomym, w tym Lewisowi Bernsteinowi Namierowi (w młodym wieku używał personaliów: Ludwik Bernstein Niemirowski), który po latach zasłynął jako działacz syjonistyczny, brytyjski historyk i doradca premiera Davida Lloyda Georga.

Przyjaciel Sikorskiego

Na korytarzach obecnego I Liceum Ogólnokształcącego w Rzeszowie Kot mijał także (niezbyt długo, bo nie byli rówieśnikami) Władysława Sikorskiego. Tego samego, który potem został premierem, naczelnym wodzem i... szefem Stanisława Kota. W emigracyjnym rządzie Sikorskiego (de facto w dwóch rządach) z czasów drugiej wojny Kot zasiadał w randze ministra. Najpierw ministra bez teki, potem zaś stał na czele resortu spraw wewnętrznych i wreszcie Ministerstwa Informacji i Dokumentacji.

- Niektórzy nazywają go wicepremierem, formalnie jednak nigdy nie otrzymał takiej nominacji. Nie zmienia to faktu, że miał silną pozycję w rządzie, był zastępcą Sikorskiego. Łączyła go z nim długotrwała przyjaźń. Kot na przykład żyrował kredyty Sikorskiemu, który nie miał głowy do interesów. A szefem Kota Sikorski był już w latach 1914-16, kiedy to kierował Departamentem Wojskowym Naczelnego Komitetu Narodowego

- tłumaczy Tadeusz Paweł Rutkowski.

Po tragicznej śmierci gen. Sikorskiego Stanisław Kot wszedł do rządu Stanisława Mikołajczyka na uchodźstwie, kontynuując pracę ministra informacji i dokumentacji.

Warto wiedzieć, że polityczna inicjacja Kota miała miejsce w okresie nauki w gimnazjum. Był jednym z animatorów i liderów rzeszowskiego środowiska młodzieżowej, socjalizującej organizacji Promień. W dorosłym życiu nadal długo sympatyzował z niekomunistyczną lewicą, ale jego poglądy ewoluowały i zwrócił się w stronę ruchu ludowego. W latach 30. ubiegłego wieku wchodził w skład kierowniczych gremiów Stronnictwa Ludowego, blisko współpracował z Wincentym Witosem.

- Kiedy wczesną wiosną 1939 roku Witos wrócił do kraju z emigracji w Czechosłowacji, pierwsze godziny po powrocie spędził w mieszkaniu Kota

- mówi dr hab. Rutkowski.

Olbrzymi dorobek naukowy

W młodości Kot zafascynował się również historią i literaturą, na co wpłynęły wizyty w domu rodziny Kuleszów z Krzywej nieopodal Rudy. Siostry: Regina Kulesza i Maria Ordon stworzyły w domu patriotyczną atmosferę.

„Z ust pani Marii Ordon poznałem obraz barwny życia w Królestwie po roku 1863, zwłaszcza jego życie towarzyskie i stosunki kościelne. (...) Młodsza siostra, Regina, pani domu, znacznie mniej wprowadzona w szczegóły powstania, przygrywała na fortepianie i śpiewała mnóstwo pieśni patriotycznych (...)” - pisał wiele lat później Kot w swoich „Wspomnieniach”.

Po maturze planował studiować prawo. Inspektor Rady Szkolnej Krajowej Emanuel Dworski, wizytując rzeszowskie gimnazjum, zachwycił się tym, jak biegle włada Kot łaciną i zachęcił go do podjęcia studiów filologicznych. Nasz bohater ukończył je na Uniwersytecie Lwowskim w 1908 r. Potem obronił doktorat z filozofii, by w końcu uzyskać tytuł profesorski. Kilkanaście lat zawiadywał Katedrą Historii Kultury Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zapisał się złotymi zgłoskami w dziejach nauki.

- Należał do największych znawców polskiej reformacji. Jako pierwszy po Adamie Mickiewiczu Polak wykładał w prestiżowej paryskiej uczelni College de France - mówi biograf Kota. Profesor rodem z Rudy pozostawił po sobie imponujący, rozległy dorobek naukowy i publicystyczny. - Jego książki do dziś są wznawiane. Szczególnie „Historia wychowania”- dodaje Rutkowski.

Rodzinna wieś jest z niego dumna

W październiku 2020 r. minęła 135. rocznica urodzin Kota. Pod koniec zeszłego roku, 26 grudnia upłynęło natomiast 45 lat od czasu, gdy zmarł. Odszedł po długiej chorobie w Londynie i tam go pochowano. We wcześniejszym okresie długo przebywał w Paryżu. W latach 1945-47 piastował stanowisko ambasadora Polski w Rzymie.

W Rudzie i okolicy żywa jest pamięć o nim. - Jeśli chodzi o starszych mieszkańców naszej wsi, słyszeli o nim wszyscy. Jesteśmy dumni z tego, że stąd wywodził się tak dużego formatu człowiek - podkreśla Leszek Świder, sołtys Rudy. Z kolei w Sędziszowie istnieje ulica prof. Stanisława Kota, a w 2019 roku podczas uroczystej sesji Rady Miasta przyznano śp. politykowi i naukowcowi tytuł Zasłużonego dla Ziemi Sędziszowskiej.

Wcześniej obchodzono w Rudzie setną rocznicę poświęcenia kapliczki upamiętniającej mieszkańców gminy poległych w pierwszej wojnie światowej, a wybudowanej m.in. z inicjatywy ojca Stanisława Kota. Dom, w którym urodził się wybitny historyk kultury - co nie może dziwić - nie zachował się do naszych czasów.

- Dom stał nie dalej niż 100 metrów od kapliczki, tę część Rudy nazywa się Pod Ługiem. Pamiętam, że kilkadziesiąt lat temu w miejscu dawnego domu Kotów jeszcze walały się cegły. Teraz są tam tylko krzaki i drzewa

- wyjaśnia Leszek Świder.

- Po wyjeździe do szkół Stanisław Kot w domu rodzinnym bywał już rzadko, ale utrzymywał więź z krewnymi - mówi Tadeusz Paweł Rutkowski. - Z zachowanych listów wynika, że wspomagał rodzinę finansowo. I nigdy nie ukrywał, że pochodzi ze wsi.

***
Autor korzystał z książki Tadeusza Pawła Rutkowskiego „Stanisław Kot 1885-1975. Biografia polityczna” (Warszawa 2000).

Cezary Kassak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.