Tragiczny pożar w Rajczy: Zginęło dwoje dzieci. Rodzice usłyszeli wyrok

Czytaj dalej
Fot. Fot. JAK
JAK

Tragiczny pożar w Rajczy: Zginęło dwoje dzieci. Rodzice usłyszeli wyrok

JAK

Na trzy lata więzienia zostali dzisiaj skazani przez żywiecki Sąd Rejonowy Karolina K. oraz Damian M., rodzice dwójki dzieci, które zginęły w ubiegłorocznym pożarze domu w Rajczy Nickulinie. Prokurator wnioskował o pięć lat więzienia. Oskarżeni nie byli obecni na ogłoszeniu wyroku.

Prokurator zarzucił oskarżonym popełnienie przestępstw z art. 155 kodeksu karnego, czyli nieumyślne spowodowanie śmierci oraz art. 160 par. 2 kk, czyli narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia swoich dzieci. Domagał się dla nich pięciu lat więzienia.

– Przewód sądowy wykazał, że te osoby zaniedbały swoje obowiązki. Nieumyślnie spowodowały śmierć dwójki swoich nieletnich dzieci – stwierdził prokurator Piotr Sowa z Prokuratury Rejonowej w Żywcu na poprzedniej rozprawie. Dodał, że tragicznej nocy rodzice nie byli w stanie pomóc wszystkim swoim dzieciom, gdyż byli pod tak dużym wpływem alkoholu, że nie potrafili racjonalnie myśleć oraz podejmować racjonalnych działań, żeby wynieść dzieci z palącego się domu.

Prowadząca dzisiejszą rozprawę sędzia Olga Kocot-Barabasz stwierdziła, że sąd uznał Karolinę K. i Damiana M. winnymi tego, iż nocy z 1 na 2 lipca 2016 roku, będąc zobowiązani do opieki swoimi dziećmi 4-letnim Oskarem, 2-letnim Patrykiem i 11-miesięcznym Krystianem, poprzez pozostawienie ich w objętym pożarem budynku, narazili dzieci na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i nieumyślnie spowodowali śmierć Patryka i Krystiana, którzy zatruli się dymami pożarowymi, w tym tlenkiem węgla. Sąd skazał ich na kary po trzy lata więzienia.

Z ustaleń wynika, że 1 lipca ub. roku Karolina K. i Damian M. przebywali w swoim domu i ogrodzie. Karolina K. zajmowała się dziećmi, Damian M. wraz ze swoim dziadkiem naprawiał przyłącze do wody. Oboje oskarżeni przez cały dzień wypili po kilka piw. Wieczorem poszli do domu, zjedli kolację i położyli dzieci spać. Sami wypili kolejne piwa. Około północy Damian M., który spał w innym pokoju niż jego Karolina K. oraz dzieci, obudził się i zauważył, że pokój jest częściowo wypełniony dymem. Przestraszył się, zawołał Karolinę M., po czym biorąc ze sobą 4-letniego Oskara, wyszli na zewnątrz.

- Gdy wyszli na zewnątrz, oskarżony zaczął krzyczeć, że się pali i wołać pomocy - mówiła sędzia Kocot-Barabasz.

Wołania o ratunek usłyszeli mieszkający w pobliżu dziadek i babcia Damiana M. Natychmiast wyszli z domu. Dziadek oskarżonego miał już w ręku telefon i zadzwonił pod numer alarmowy, by wezwać straż. W tym samym czasie Damian M. zauważył - jak się wyraził - "pełzający po dachu ogień". Zorientowawszy się co się dzieje i nieco się obudziwszy postanowił wrócić do budynku tą samą drogą po pozostałe dzieci. Udało mu się wejść do kuchni i korytarza, ale musiał zawrócić, bo w domu było już sporo dymu. Dziadkowie oskarżonego i rodzice dzieci próbowali jeszcze wejść do domu od strony ogrodu, ale i to nie było możliwe, więc czekali na przyjazd straży pożarnej. Ostatecznie ogień udało się ugasić, ale dzieci nie udało się uratować.

Sąd doszedł do przekonania, że składając wyjaśnienia oskarżeni spory nacisk kładli na podkreślenie braku możliwości powrotu do budynku. Nie potrafili jednak wytłumaczyć, dlaczego wzięli jedno dziecko, a pozostawili dwójkę najmłodszych. Z kolei wyjaśnienia Karoliny K., że wychodząc z domu widziała już płomienie, nie były dla sądu wiarygodne, bo Damian M. stwierdził, że kiedy opuszczali budynek to ognia jeszcze nie było - zauważył go kiedy wyszli na zewnątrz i dziadek zaczął wzywać straż. Sąd zwrócił także uwagę na to, że oboje oskarżeni bagatelizowali sam fakt spożycia alkoholu i to, jaki on miał wpływ na ich późniejsze reakcje.

CZYTAJ TAKŻE: Tragiczny pożar w Rajczy: Dwoje dzieci zginęło w ogniu w drewnianym domu

Tymczasem w tragicznym momencie byli - według ustaleń - w stanie upojenia alkoholowego. Karolina K. podczas pierwszego badania o godz. 1.38, czyli ponad godzinę od zdarzenia, miała w wydychanym powietrzu 2,61 promila alkoholu, a Damian M. cztery godziny po zdarzeniu miał 1,6 prom. alkoholu we krwi.

- W ocenie sądu swoim zachowaniem oskarżeni, jako rodzice, sprzeniewierzyli się swoim obowiązkom, doprowadzając ostatecznie do śmierci dzieci - stwierdziła sędzia Kocot-Barabasz.

Wyrok nie jest prawomocny.

JAK

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.