Ucieczka to zwykle nie jest fanaberia. Zawsze jest jakiś powód

Czytaj dalej
Fot. 123RF
Mikołaj Woźniak

Ucieczka to zwykle nie jest fanaberia. Zawsze jest jakiś powód

Mikołaj Woźniak

Może to być wentyl bezpieczeństwa, próba zwrócenia na siebie uwagi. Dla niektórych to też chęć przeżycia przygody. Ucieczka z domu zawsze coś oznacza. Ważne jest, jak szybko rodzice zauważą i zareagują na problem.

Jedenastoletnia Maria Ciurar uciekła z domu 24 czerwca. Kiedy nie nawiązała kontaktu z rodzicami, dzień później poznańska policja rozpoczęła jej poszukiwania. Dziewczynka była średniego wzrostu i budowy, miała ciemne włosy do pasa. Tyle było wiadomo. Portale internetowe obiegło też jej zdjęcie. Akcja poszukiwawcza była zakrojona na bardzo szeroką skalę. I przyniosła rezultaty.

Trzy dni po ucieczce Maria została odnaleziona przez policjantów patrolujących… Piłę.

Dziewczynka sama przebyła tę drogę. Policjanci nie zauważyli oznak, by miało jej się dziać coś złego.

Od rozpoczęcia wakacji to pierwsza ucieczka z domu, o której mówił Poznań i cały region. Prawdopodobnie niejedyna, bo w wakacje wiele jest zaginięć młodych ludzi. Często, jak w żadną inną porę roku, zdarza się, że powodem ucieczki jest chęć przeżycia przygody. Nastolatkowie chcą być na tzw. „gigancie”, często nie zdając sobie sprawy, jak duże niesie to ze sobą zagrożenia. Oczywiście są też o wiele poważniejsze powody ucieczek.

Z królikiem po Europie
Niektóre historie ucieczek młodych ludzi odbijają się szerokim echem w mediach. Dwa lata temu, w czerwcu, głośno było m.in. o 14-letniej Szwajcarce, którą na Górnej Wildzie zatrzymali poznańscy policjanci. Dziewczynka spacerowała z… królikiem w plecaku. Wychodząc z domu kilka dni wcześniej, zostawiła list do rodziców, że wyrusza w zagraniczną podróż ze swoim zwierzątkiem. Nastolatka sprawdzała też adresy ośrodków opiekuńczych w Poznaniu, chciała również kupić bilet do stolicy Wielkopolski z Berlina.

Wszystko wskazywało na to, że celem jej podróży było zobaczenie Starego Browaru.

Rodzice odebrali ją już następnego dnia po odnalezieniu.

W zagraniczną podróż udała się też w 2013 roku 13-letnia Oliwia z Kiekrza. Ostatni raz kamery przemysłowe zarejestrowały jej obecność w Polsce na stacji benzynowej w Poznaniu. Kilka dni później odnaleziono ją już w Paryżu. Dla poznańskiej policji poszukiwania Oliwii były wtedy priorytetem. Udało się ustalić, że

dziewczynka zabrała z domu walizkę, a do Paryża najprawdopodobniej dojechała autostopem.

Zanim odnaleźli ją francuscy funkcjonariusze, policjanci w Polsce przeczesywali las pomiędzy Kiekrzem a Poznaniem. W akcji wzięło wtedy udział kilkudziesięciu funkcjonariuszy.

Na rygor w domu narzekała 17-letnia Paulina Rejek z Rawicza, która zaginęła w Dzień Dziecka w 2011 roku. W jej poszukiwania zaangażowana była też fundacja Itaka. Ostatni raz widziano ją, kiedy wsiadała do granatowego volkswagena passata.

- To nie był pierwszy raz, kiedy uciekła z domu - mówi Agnieszka Rejek, matka zaginionej. -Pół roku temu Paulina poszła na dyskotekę, nikomu nic nie mówiąc, ale wróciła następnego dnia. Dziewczyna uczyła się w szkole specjalnej. Ma orzeczone upośledzenie w stopniu umiarkowanym. - Była samodzielna i nie wymagała stałej opieki, ale nie pozwalaliśmy jej na wszystko - mówi jej mama. - Zawsze narzekała, że ma rygor w domu. Wiem, że mówiła znajomym, że kiedyś ucieknie - to fragment artykułu, jaki ukazał się o zaginięciu Pauliny w „Głosie Wielkopolskim”. Ostatnie nagranie, na którym ją widać, pochodzi z 5 czerwca 2011 roku z poznańskiego ronda Śródka.

Zdarza się, że nastolatkowie uciekają i nie chcą być znalezieni. Tak jak Ola Bogusławska, która zaginęła w październiku 2009 roku. Najpierw przeniosła się z rodzicami do Anglii, a później przyjechała uczyć się w polskim liceum. Chciała studiować polonistykę. 14 października poszła do koleżanki pisać pracę na zaliczenie. Wzięła tylko telefon i laptopa. Od tamtego momentu jej telefon milczał. Policjanci twierdzili, że zmieniła numer.

To tylko niektóre historie ucieczek nastolatków. Rocznie policja odnotowuje zwykle kilkaset zaginięć.

Pora roku sprzyja ucieczkom
- Okres wakacyjny to szczyt ucieczek młodych osób. Każdą z nich należy rozpatrywać indywidualnie - tłumaczy Michał Kędzierski, psycholog z Akademii Wychowania. Według niego ucieczkom sprzyja łagodna letnia pogoda. - Zwykle nie jest tak, że dziecko budzi się rano i postanawia, że ucieknie. To są zaplanowane działania. Młoda osoba wie, że zostawia dom i musi sobie jakoś poradzić. A nie oszukujmy się - łatwiej spać „pod chmurką” latem niż przy minusowych temperaturach zimą - komentuje Michał Kędzierski.

Według niego zawsze jest jakiś powód ucieczki.

Zwykle problemy zaczynają się wcześniej i rodzice ich nie zauważają, nie chcą zauważyć, albo nie wiedzą, jak pomóc.

Szczególnie trudne są dla dzieci konflikty między rodzicami, takie jak na przykład rozwód.

- Dziś niestety jest to normalna rzecz. Kwestią otwartą jest, jak się rozwodzimy. Jeśli rodzice skaczą sobie do gardeł, a często wciągają w swój konflikt dzieci, to muszą się spodziewać reakcji. Ucieczka jest wtedy jak wentyl bezpieczeństwa czy próba zwrócenia na siebie uwagi - uważa psycholog.

Niełatwe są też powroty do domu po ucieczce. Reakcje rodziców i dzieci są bardzo różne.

- Od wielkiej radości i ulgi, po trudności w najzwyklejszej rozmowie - zauważa Michał Kędzierski. Jego radą jest to, by później jak najszybciej rozwiązać problem, przez który dziecko uciekło. To najwyższy czas, żeby usiąść i podjąć zdecydowane działania.

Obniża się granica wieku

- Najczęściej uciekają dziewczęta w wieku 16-17 lat. Jednak ta granica wiekowa dziś znacznie się obniża. Uciekają nawet 11-latki

- tłumaczy Izabela Jezierska-Świergiel, szefowa działu PR fundacji Itaka, zajmującej się poszukiwaniem zaginionych osób. Zauważa, że przyczyny takiego zachowania młodych osób mogą być bardzo różne.

- Dzieci nie uciekają zazwyczaj z powodu fanaberii. Zdecydowanie częściej powodują to problemy w środowisku szkolnym, np. brak akceptacji ze strony znajomych, nauczycieli, trudności w nauce. Powodem są też problemy w domu. Dzieci nie mają się do kogo zwrócić po pomoc i wyjście widzą w ucieczce - wymienia Jezierska-Świergiel.

Do samej Itaki zgłaszanych jest znacznie mniej przypadków niż na policję. Wiąże się to z tym, że często udaje się znaleźć zaginione dziecko dość szybko. Fundacja rocznie przyjmuje zgłoszenia o około 150 zaginionych osobach poniżej 17. roku życia. Jej działania są wtedy takie same w każdym przypadku. Rozpoczyna poszukiwania w sferze mediów społecznościowych, tradycyjnych i internetu. Itaka prowadzi także kampanię „Nie uciekaj”, skierowaną do rodziców, opiekunów, nauczycieli i samych nastolatków. Każde z nich posiada własną platformę informacyjną, na której może poszukać pomocy.

-

To właśnie między innymi dla dzieci jest prowadzony przez Itakę numer 116 000.

To Telefon w Sprawie Zaginionego Dziecka i Nastolatka. Przy telefonie dyżurują nasi psychologowie i prawnicy, którzy poza prowadzeniem poszukiwań zajmują się także poradnictwem. Na ten numer mogą dzwonić wszystkie osoby związane z zaginięciem, nastolatki planujące ucieczkę lub te, które już uciekły, przyjaciele, rodzina, informatorzy. Młodzież dzwoni często i choć nie jest to typowy „telefon zaufania”, to w dużej mierze taką właśnie pełni rolę - zauważa przedstawicielka Itaki.

Fundacja stara się przedstawić nastolatkom alternatywy. Z kolei rodzicom tłumaczy, co mogą zrobić. Podstawą jest zawsze zgłoszenie zaginięcia policji. Zdarza się też, że dzwonią nastolatkowie, którzy chcą wrócić do domu, ale z różnych powodów nie wiedzą, jak to zrobić. W grę wchodzą wstyd, lęk przed reakcją rodziców. Jaka ona powinna być?

- Wbrew powszechnej opinii i własnym emocjom, po powrocie dziecka do domu, powinniśmy reagować bardzo spokojnie.

Dzieci uciekają z jakiegoś powodu, często wracają z trudnymi wspomnieniami. Powinniśmy je zapewnić, że kochamy, czekaliśmy, ale przede wszystkim zaznaczyć, jak bardzo się o nie baliśmy. Dopiero, kiedy opadną emocje, usiąść i porozmawiać, zastanowić się, jak możemy uniknąć takiej sytuacji w przyszłości i gdzie zwrócić się po pomoc - proponuje Izabela Jezierska-Świergiel.

Większość uciekających nastolatków nie zdaje sobie bowiem sprawy, jak niebezpieczne jest życie „na gigancie”. Wiele traktuje to jako przygodę.
-

Później kończą się pieniądze, możliwości, pojawiają osoby o złych intencjach, czasem kradzieże, prostytucja. A to już naznacza na całe życie

- mówi Jezierska-Świergiel. Również podczas ucieczek młodzi ludzie mają pierwsze kontakty z alkoholem, narkotykami. Zdarza się, że wszystkie te przeżycia wywołują w przyszłości próby samobójcze.

A że uciekają coraz młodsze osoby, pojawia się coraz więcej niebezpieczeństw.
- Im młodsze dziecko, tym mniejsza umiejętność zadbania o samego siebie i duża naiwność, choć ta, niestety, zdarza się także u osób w późniejszym wieku - podsumowuje nasza rozmówczyni.

Pierwsza, druga, trzecia ucieczka…
Według danych policji w 2015 roku zespoły ds. nieletnich wszczęły 590 poszukiwań, z czego pięciu nie udało się zakończyć. W zeszłym roku było to 713 spraw, z których zakończono 706.

- Policja podejmuje poszukiwanie osoby zaginionej niezwłocznie po otrzymaniu informacji o zdarzeniu. Zawiadomienie może złożyć tylko osoba uprawniona do tego - informuje Piotr Garstka z zespołu prasowego wielkopolskiej policji. Co oznacza sformułowanie „osoba uprawniona”? Jest to na przykład członek rodziny, opiekun prawny, kierownik instytucji, w której przebywał zaginiony.

Po zgłoszeniu policjanci kierują do organizacji, która może udzielić pomocy prawnej, czy psychologicznej rodzinom zaginionych. W przypadku nastolatków również pod numer 116 000 prowadzony przez Itakę.

- Czas poszukiwań osób małoletnich i nieletnich jest różny.

Często osoby, które samowolnie oddaliły się z miejsca zamieszkania lub placówki, w której przebywali, po kilku dniach są odnajdywane przez policję lub sami wracają do tych miejsc - informuje Garstka. I dodaje: - Policjanci po odnalezieniu osoby przekazują ją osobie uprawnionej i bezzwłocznie powiadamiają Sąd Rodzinny.

- Nastolatkowie wracają po kilku dniach, tygodniach, miesiącach. Czasem zdarza się, że poza domem osiągają pełnoletność i nie chcą kontaktu z rodziną. Bywa też, że padają ofiarami przestępstw i słuch po nich ginie - zdradza Izabela Jezierska-Świergiel.

I zauważa, że w przypadku zaginięć policja bierze też pod uwagę to, po raz który zdarza się ucieczka.
- Pierwsze zgłoszenie zawsze jest traktowane jako zaginięcie dziecka, a kolejne zgłoszenia nie są już zaliczane do pierwszej kategorii poszukiwań, co oznacza, że działania prowadzone są mniej intensywnie - mówi Jezierska-Świergiel. Nabiera to na znaczeniu w momencie, kiedy zagrożone jest życie nastolatka. Jeśli przy okazji kolejnej ucieczki będzie się działo coś niebezpiecznego, ale policja nie będzie miała powodu, by to podejrzewać, nastolatek

nie ma już szansy na tak szeroko zakrojone poszukiwania jak w przypadku pierwszej ucieczki.

Mikołaj Woźniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.