W jej głowie siedział pająk. Pokolenie kciuka, czyli co dzieci mają w głowach i dlaczego jest to niebezpieczne

Czytaj dalej
Katarzyna Kachel

W jej głowie siedział pająk. Pokolenie kciuka, czyli co dzieci mają w głowach i dlaczego jest to niebezpieczne

Katarzyna Kachel

Coraz częściej określa się je „pokoleniem kciuka”. Dziećmi, które straciły mimikę, mają problemy, by okazywać emocje, zanika u nich ekspresja, a jedynym komunikatorem staje się Facebook i Instagram. - Izolacja pogłębiła emocjonalne problemy. To wyrwa, nad którą trzeba będzie pracować latami - uważa psycholog i terapeuta Robert Mentel.

Pytała, jak można się zabić, tak by było szybko i bezboleśnie. Czuła się ofiarą nagonki na internetowych forach. Ktoś zgłosił do ośrodka wsparcia, ktoś inny na policję, Ewę udało się uratować. Dominika stawała na parapecie. Czy było to tylko wołanie o pomoc, czy naprawdę chciała wyskoczyć? Hania cięła się po rękach i nogach, gdy czasem podwijał jej się rękaw koszuli, było widać stare blizny. Mnóstwo starych blizn. Maciej leżał w łóżku całymi dniami z komputerem pod głową i ciastkiem w ręce. Nie miał siły wstać. - To nie jest tak, że przed pandemią nie było podobnych problemów, ale pewne jest, że Covid i izolacja je pogłębiły, osłabiły inteligencję emocjonalną - uważa Robert Mentel.

Właściwie te wpisy mogły nie być o niej, ale przekonanie, że jest ofiarą szkolnej nagonki pęczniało z każdym dniem. Jak przegadać to z koleżankami, z którymi powoli traciła kontakt? Jak powiedzieć mamie, która właśnie rozstaje się z partnerem. Czuła się tak, jakby w jej głowie siedział pająk i tkał coraz większą pajęczynę, której lepkie nici oplatały ją coraz szczelniej. Ewa zaczynała się dusić. To wtedy odnalazła fora, na których porad szukają ci, którym wydaje się, że właśnie doszli do ściany, do jakiegoś końca, w którym nie ma już nic oprócz ciemności. Zapytała. A potem w domu pojawiły się panie z ośrodka.
Zdążyły.

Statystyki

Zawsze są jakieś liczby, i zawsze są jakieś opowieści. Za liczbami stoją ludzie, których nie znamy, anonimowi uczestnicy ankiet, badań. Zgrabne tabelki. Za opowieściami historie z sąsiedztwa, tej samej szkoły czy miasta, których czasami chcielibyśmy nigdy nie usłyszeć. Dlatego jedni wolą operować tylko cyframi. Wtedy pojawiają się dane i zestawienie, które mówią, że co trzecie małżeństwo w ostatnim czasie się rozwodzi, co czwarty Polak ma problemy natury psychicznej, u wielu osób w ciągu ostatniego roku pojawiły się cechy zespołu stresu pourazowego.

W badaniach rosną procenty tych, którzy czują większe przygnębienie, złość, strach przed ciemnością. Częściej płaczą, mają zaburzenia oddychania i spadek motywacji. Z raportu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wynika, że od połowy marca do końca czerwca 2020 roku 27,2 proc. nastolatków w wieku 13-17 lat doznało w rodzinie jakiejś formy krzywdzenia: przemocy, molestowania, było świadkiem przemocy. 9 proc. respondentów mówi, że nie ma osoby, na którą może liczyć w trudnej sytuacji.
Czy to działa na wyobraźnię?

Ludzie

Trudno zbliżyć się do kogoś przez komputer czy ekran telefonu komórkowego. Ciężko porozmawiać przez telefon i zapytać, jak wygląda sytuacja w domu. W czasie pandemii kuratorzy, pracownicy socjalni i nauczyciele zostali skazani na taką formę opieki nad rodzinami. - Bywało, że dzieci siedziały miesiącami ze swoimi oprawcami - mówi Monika Zawada, kierowniczka placówki wsparcia dziennego „Można Inaczej” w Ustroniu. - I co z tego, że dzwoniliśmy i pytaliśmy o sytuacje w domu. Które dziecko by przy rodzicu powiedziało, że jest bite? Sińców przez telefon nie widać.

Robert Mentel: - Dzieci z dnia na dzień zostały skazane na dom i rodziców. Wyobraźmy sobie chłopca czy dziewczynkę, które muszą przebywać z ojcem zażywającym narkotyki czy pijącym od rana alkohol. Które wstydzą się włączyć kamerkę, a nawet mikrofon, bo ktoś usłyszy domową kłótnię, zobaczy, w jakich marnych warunkach mieszka.

Czy to nie wstyd?

Nie tylko patologie

Te najtrudniejsze historie nie dotyczą wyłącznie dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, tych, o których zwykle mówi się brzydko: patologia.

Piotr: Jestem świadomym rodzicem, któremu wydawało się do czasów pandemii, że radzi sobie z wychowaniem. Ostatni rok zdalnego nauczania pokazał mi, jak bardzo się myliłem. Dwójka moich dzieci całkowicie inaczej go przeżyła, i zarówno w przypadku starszej córki, jak i młodszego syna nie były to normalne sytuacje.
Basia zamknęła się w nauce, potrafiła całymi dniami siedzieć z głową w książkach, zżerała ją ambicja. Oddaliła się od rodziny i znajomych. Maciek, jak to mówią młodzi, miał „wywalone” na wszystko, laptop pod głową, cały dzień w piżamie, co tydzień parę kilogramów więcej. Nie dało się go zmusić do żadnej aktywności. Czy każdy rodzic, który widzi jak skrajne są zachowania jego dzieci, znajdzie odpowiednie narzędzia, by mu pomóc? - Czy dorośli zawiedli? - zastanawia się Robert Mentel. - Myślę, że nie byli na to przygotowani. Sami stracili poczucie bezpieczeństwa, często pracę, czuli się w potrzasku.

Czy da się ich rozgrzeszyć? I czy wszystkich?

Wejść do środka

Czy da się od środka wejść do rodziny, która ma problem. A jeśli nawet tak, to jak głęboko. Na ile gotowi są, by się otworzyć, powiedzieć prawdę, wyciągnąć brudy przed siebie bez żadnych hamulców. Jak poradzić sobie z wstydem, kompleksami, świadomością porażki? Rodziny zostały zamknięte w domach, zdarzało się, że czwórka dzieci uczyła się w jednym pokoju, dorośli pracowali z kuchni. Bywało, że uczniowie nie mieli swoich laptopów, musieli się dzielić, bywało że z nauczycielem łączyli się przez komórki. Towarzyszyły temu sprzeczki, napięcia. Dochodziły nałogi dorosłych. - Czasami pięcioro na niewielkiej przestrzeni, obok rodzice, albo partner, konkubent. Włączała się frustracja, przygnębienie, brak poczucia bezpieczeństwa - opowiada Izabela Włoch-Makarewicz, asystent rodziny. - Dużo osób, które wcześniej pracowały „na czarno” w trakcie pandemii straciło źródło dochodów, brakowało pieniędzy. Zostały zasiłki i „pięćsetki”. To nie wpływało dobrze na psychikę.

Izabela Włoch-Makarewicz widziała różne rodziny, wysłuchała różnych historii i badała różne zależności. - Te dzieci, które mieszkały w bloku i miały większą szansę spotykania się, lepiej radziły sobie w trakcie pandemii. Gorzej te, których domy stały gdzieś poza miastem, wtedy ta izolacja stawała się bardziej dotkliwa. Brak kontaktów z dziadkami, kuzynami, kolegami działał na niekorzyść - uważa.

I czas też działał na niekorzyść. - Wszyscy pragnęli normalności, a jej wciąż nie było, miesiąc za miesiącem. Dzieci zaczęły tyć, pogłębiły się depresje, niepewność, rozstrajały złe emocje dorosłych - wymienia.

- Zaczęły się niebezpieczne zachowania: samookaleczanie się, myśli i próby samobójcze. - Zamknięcie, inny styl życia wybił uczniów z rytmu. Kontakty przez internet, wyśmiewanie się, szukanie ofiar to nic nowego, ale pandemia to wyostrzyła. Na szczęście ludzie są czujni, empatyczni, reagują na niebezpieczne sytuacje, zgłaszają - podkreśla Izabela Włoch-Makarewicz. I dodaje, że jej narzędzia to nie żadne cuda. - Asystent nie wchodzi z butami, robi tyle, na ile się mu pozwala. Może pokazać drogę, ale życia za nikogo nie przeżyje.

Rodzina musi dać sobie pomóc.

Dziecko jest niegrzeczne, zróbcie coś z tym

Monika Zawada jest z zawodu pedagogiem i sporo już w swym życiu widziała. Trafiały do niej dzieci pokrzywdzone i wycofane, nadpobudliwe i niemówiące słowa. Pandemia sprawiła, że to, co do tej pory wydawało się marginesem, zaczęło dotykać coraz więcej osób. - Depresje, obniżony nastrój, izolacja, zamykanie się w sobie. Te objawy można mnożyć. Przychodzili do nas rodzice i mówili często: dziecko jest niegrzeczne, zróbcie coś z tym - opowiada. - A to przecież nie tak.

Chodzi o to, by zaangażować w proces zdrowienia całą rodzinę. Dorośli coraz agresywniej prowadzą dziś wojny związane z rozwodami, separacją, rozstaniami. Manipulują dzieckiem, mają obniżony nastrój, sami sobie nie radzą. Coraz więcej jest agresji, co potwierdza większa liczba niebieskich kart. Mamy dzieci, które się samookaleczają, by zwrócić na siebie uwagę. Dlatego pracujemy na bieżąco, obserwujemy. Wyłapujemy dzieci, które przestają przychodzić, izolują się, zaczynają inaczej ubierać.

Dzięki programowi „Pajacyk” prowadzonemu przez Polską Akcję Humanitarną specjaliści mogą im pomóc szerzej. Zatrudnili terapeutę, psychologa, mają możliwość, by prowadzić terapię indywidualną i systemową.

Monika Zawada: - Widać to jasno, że przed szkołą stoją dziś inne wyzwania, takie jak budowanie relacji u dzieci, poświęcanie czasu na rozmowy o emocjach i problemach. Niezbędna jest interdyscyplinarność działań, gdzie nauczyciele, rodzice, kurator czy asystent rodziny będą współpracować i dzielić się informacjami. Trzeba wypracować model, jak pomóc całym rodzinom. To nie może być praca fragmentaryczna.

Pajacyk pomaga w depresji

Polska Akcja Humanitarna dostrzegła problem wpływu pandemii na dzieci. Dlatego popularny program „Pajacyk”, zmienił się i od marca, oprócz dożywiania, zapewnia wsparcie psychospołeczne w świetlicach i placówkach wsparcia dziennego. Pilotażowy program PAH to 10 organizacji, które oferują pomoc 365 dzieciom i młodzieży. Od przyszłego roku organizacji pomagających w programie będzie już dużo więcej. Rafał Grzelewski z PAH: - W ramach programu są przede wszystkim konsultacje indywidualne z psychologami, różne zajęcia grupowe, ale także praca z końmi, czyli hipoterapia, która także buduje poczucie bezpieczeństwa, zaufania i własnej wartości.

Tego dzieci dziś potrzebują.

Pomóżmy:
Program „Pajacyk” działa tylko dzięki pomocy osób prywatnych i firm. Wesprzyj jego działania!
*Wpłać poprzez stronę Pajacyka: http://pajacyk.pl/
*Przelewem na konto nr: 02 2490 0005 0000 4600 8316 8772 z dopiskiem „Pajacyk 2021”.

Katarzyna Kachel

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.