Wbrew wielu malkontentom uważam, że Lublin i Lubelszczyzna wreszcie złapały wiatr w żagle

Czytaj dalej
Katarzyna Lewandowska, zastępca redaktor naczelnej Kuriera Lubelskiego

Wbrew wielu malkontentom uważam, że Lublin i Lubelszczyzna wreszcie złapały wiatr w żagle

Katarzyna Lewandowska, zastępca redaktor naczelnej Kuriera Lubelskiego

Skąd tyle optymizmu? Po prostu widzę jak rozwija się Lublin, ale także inne miasta naszego województwa. Nie byłoby to możliwe bez udziału naszych lokalnych firm, ich szefów i pracowników.

Na początku lat pięćdziesiątych bramę fabryki zaczęli przekraczać wiedzeni ciekawością, chęcią zmiany życia i zarobku, młodzi i starsi mieszkańcy miast i wsi Lubelszczyzny oraz innych regionów kraju. Byli i tacy, którzy po raz pierwszy zobaczyli dworzec i tory kolejowe. Fabryka dawała pracę, zawód i lepsze życie - wspominał na łamach Kuriera Lubelskiego początki FSC Czesław Matuszek.

Pan Czesław w Fabryce Samochodów Ciężarowych, która zmieniła oblicze nie tylko sąsiadujących z nią dzielnic, czyli Tatar i Bronowic, ale i całego Lublina, przepracował 45 lat.

Fabryka, która rozpoczęła działalność 7 listopada 1951 roku w 34. rocznicę rewolucji październikowej, zgodnie z ówczesnym kanonem, była jednym z najważniejszych zakładów przemysłowych w naszym mieście, ale też i czołowym producentem branży motoryzacyjnej w Polsce w drugiej połowie XX wieku.

Stało się tak przede wszystkim za sprawą jej flagowego produktu, czyli żuka. Premiera tego samochodu dostawczego made in Lublin odbyła się, i tym razem również nieprzypadkowo, na defiladzie pierwszomajowej w 1958 r. Żuk przebojem wdarł się na krajowy rynek.

Hitem motoryzacyjnym stał się także za granicą. Bez przesady można powiedzieć, że był jednym z najbardziej rozpoznawalnych towarów eksportowych nie tylko Lublina, ale i całej Polski Ludowej. Na pniu kupowały go nie tylko państwa z tzw. zaprzyjaźnionego bloku wschodniego, czyli np. Bułgaria i Rumunia. Zawojował również rynki afrykańskie, a szczególnie Egipt.

Doszło do tego, że żuk był produkowany nad Nilem pod nazwą Ramzes. W sumie z taśm produkcyjnych wyjechało blisko 600 tysięcy takich samochodów.

Żuk przeszedł do historii w 1998 r., ale na szczęście, to nie był koniec historii motoryzacji w naszym mieście. Od kilku lat jesteśmy świadkami odradzania się tej gałęzi przemysłu w Lublinie. Na polskiego potentata w produkcji ciągników rolniczych zaczyna wyrastać Ursus, który staje się też czołowym eksporterem tego typu maszyn m.in. na rynek afrykański.

Firma cały czas rozszerza działalność. Oprócz ciągników produkuje też autobusy elektryczne, ale w planach ma również samochody na prąd zarówno dostawcze (elektryczny Ursus Elvi niedawno był prezentowany na wystawie w Hanowerze) jak i osobowe.

Ursus to prawdziwa wizytówka Lublina, jak i całego województwa lubelskiego. Ale takich wizytówek nasz region ma jeszcze co najmniej 99, stąd nasza „Setka Kuriera”. Gratulujemy Państwu i życzymy dalszych sukcesów.

Katarzyna Lewandowska, zastępca redaktor naczelnej Kuriera Lubelskiego

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.