Wrzosówka. Szerszenie wyleciały, ale został pożar

Czytaj dalej
Paweł Żurek

Wrzosówka. Szerszenie wyleciały, ale został pożar

Paweł Żurek

Zwęglone meble, spalone ściany - według państwa Pośpiechów z Wrzosówki to efekt... interwencji strażaków. Ci odpierają zarzuty.

- 15 minut do tragedii - tak Andrzej Pośpiech opisuje zdarzenia, do których doszło we Wrzosówce (gm. Nowodwór).

18 lipca tego roku poprosił o pomoc strażaków z komendy w Rykach, ponieważ w jego domu, w przylegającym do kominka przewodzie, zagnieździły się szerszenie. Pod jednym dachem razem z gospodarzem mieszkają: jego żona, syn, synowa i mały wnuczek.

- Strażacy kazali mi rozpalić w nieużywanym od kilku lat kominku. W ten sposób miałby wytworzyć się ciąg, który przegoni owady - tłumaczy pan Andrzej.

I choć z mieszkania państwa Pośpiechów faktycznie udało się wypędzić szerszenie, to o tym, co wydarzyło się później, rodzina chciałaby jak najszybciej zapomnieć.

Gdybyśmy obudzili się kilka minut później, byłoby po nas - mówi Andrzej Pośpiech

- Musieliśmy wywietrzyć dom, bo był zupełnie zadymiony. Nasz piecyk nie miał drzwiczek, bo był nieużywany. Kiedy o drugiej w nocy obudziła się żona, w całym mieszkaniu unosił się dym. W jednym z pokojów ogień sięgał już sufitu. Gdybyśmy wstali kilka minut później, nie przeżylibyśmy pożaru - mówi gospodarz.

O godz. 9 rano strażacy musieli przyjechać do Wrzosówek jeszcze raz. - Pożar ugasiliśmy sami, ale trzeba było dogasić podłogi, spod których dalej wydobywał się dym - tłumaczy Pośpiech. Oprócz tego w domu spalone były meble i ściany. Remont budynku trwa do tej pory.

Strażacy zaprzeczają jednak, by do pożaru doszło w wyniku ich interwencji.

- Najprawdopodobniej była to wina nieszczelności w kominku, o której nie wiedział ani właściciel domu, ani strażacy. Nasza interwencja zakończyła się ok. godz. 20, a ogień wybuchł późno w nocy. W momencie pożaru ryckiej straży pożarnej nie było na miejscu. Co tam się działo, wiedzą właściciele, my możemy snuć domysły - tłumaczy st. kpt. Jarosław Lasek, rzecznik ryckich strażaków.

W poszukiwaniu winnych zdarzenia ma pomóc prokuratura. Zgłosił się do niej sam gospodarz domu we Wrzosówkach.

- Otrzymaliśmy zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa w trakcie interwencji w domu zgłaszającego. Obecnie w tej sprawie trwają czynności sprawdzające - tłumaczy Dorota Maj, zastępca prokuratora rejonowego w Rykach.

To, jak strażacy powinni obchodzić się z szerszeniami, określają zasady sporządzone przez Komendę Główną Straży. Wymienione są trzy sposoby na usunięcie nieproszonych gości: zamrożenie gniazda, usunięcie go za pomocą środków chemicznych lub wynajęcie specjalnej firmy dezynsekcyjnej. O wypędzaniu szerszeni ogniem zasady jednak nie wspominają.

- Gdy pracowałem jako strażak, nie używaliśmy metody z ogniem - mówi Robert Brzeziński z Polskiego Towarzystwa Ekspertów Dochodzeń Popożarowych.

Paweł Żurek

Piszę do Kuriera Lubelskiego i na portal pulawy.naszemiasto.pl o Puławach, Kazimierzu Dolnym, Nałęczowie, Opolu Lubelskim, Dęblinie i Rykach.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.