Wykorzystali bezrobotnych. Wzięli dofinansowanie i kontakt się urwał

Czytaj dalej
Fot. Stanisław Śmierciak
Alicja Fałek

Wykorzystali bezrobotnych. Wzięli dofinansowanie i kontakt się urwał

Alicja Fałek

Mieszkańcy Nowego Sącza zostali oszukani przez firmę z Wrocławia, która miała im zapewnić pracę. Ludzie zaczęli staże, dostali pierwszą wypłatę, ale następnych już nie. Sprawą zajęła się policja

Dolnośląski Inkubator Przedsiębiorczości i Arbitrażu (DIPIA) z Wrocławia, który swoją filię miał w Nowym Sączu, oferował bezrobotnym m.in. staże i kursy zawodowe. Na to pozyskał środki unijne poprzez Wojewódzki Urząd Pracy w Krakowie. Zwerbował chętnych do projektu, podpisał z nimi umowy, wysłał na staż i zapłacił za pierwszy miesiąc. Potem kontakt z firmą z Dolnego Śląska się urwał.

- Oszukano nas. Zostaliśmy z umowami, których nie ma kto rozwiązać. Nie mamy nawet możliwości ponownej rejestracji w urzędzie - mówią kobiety, które przyszły do naszej redakcji. Nie chcą podać nazwisk, ani pokazać twarzy. Z jednej strony wstydzą się, z drugiej boją.

- Proszę nas zrozumieć. Ta firma ma nasze wszystkie dane. Nie wiemy, co z nimi zrobią. Ale chcemy opowiedzieć o tym, co nas spotkało, żeby inni nie popełnili naszych błędów.

Internetowe ogłoszenie

Pani Beata jakiś czas pracowała w Anglii. Do Polski wróciła, bo chciała być w domu. Pracy szukała tradycyjne. W listopadzie ubiegłego roku trafiła na internetowe ogłoszenie DIPIA. Telefonicznie umówiła się na spotkanie w sądeckim burze spółki z Wrocławia.

- Od razu dowiedziałam się, że mogę wybrać półroczny staż opłacany przez tę firmę ze środków unijnych, obligujący do zatrudnienia mnie potem przez pracodawcę na kolejne pół roku albo trzymiesięczny kurs i po nim trzymiesięczny staż - opowiada pani Beata. - Wybrałam to pierwsze. Nawet sama znalazłam sobie miejsce stażu. Moją pasją jest fotografia i udało mi się dostać do zakładu fotograficznego.

Jak dodaje, nie zdziwiło jej to, że już podczas pierwszej wizyty dostała do podpisania deklarację uczestniczenia w projekcie DIPIA. Również żądanie natychmiastowego wyrejestrowania się z urzędu pracy nie wzbudziło jej podejrzeń.

- Chyba każdy z nas po prostu cieszył się, że będzie mieć pracę. To mogło uśpić czujność - dodaje pani Małgorzata. Ona z kolei szukała pracy od czerwca 2016 r. We wrześniu trafiła na ofertę DIPIA.

- Chciałam się przebranżowić i zostać stylistką paznokci. Zawsze mnie to pociągało, a malowanie wzorków nie sprawiało trudności - dodaje młoda kobieta. - Ta firma zaoferowała mi możliwość odbycia kursu. Tylko musiałam podpisać deklarację, wyrejestrować się z pośredniaka i czekać.

Podobnie było w przypadku pani Moniki. Jednym z pierwszych ogłoszeń, na jakie się natknęła, było to wrocławskiej spółki.

- Z wykształcenia jestem ekonomistą. Dostałam szansę na staż w jednym z biur księgowości w Nowym Sączu, a właśnie tym chciałam się zająć - wyjaśnia młoda mama. - Zapisałam się przez stronę internetową, a po dwóch dniach otrzymałam informację, że dostałam się do projektu.

Początek bez zastrzeżeń

DIPIA w ramach projektu aktywizacji bezrobotnych najpierw zorganizowała szkolenia z psychologiem i doradcą zawodowym. Te rozpoczęły się 21 listopada i trwały do 12 grudnia. Jak podkreślają sądeczanki, zajęcia były pomocne. Nauczyły się, jak poprawnie napisać CV i list motywacyjny. Poznały swoje mocne strony, nauczyły mowy ciała i właściwego zachowania podczas rozmowy kwalifikacyjnej.

- Miałyśmy obiecany zwrot kosztów podróży za dotarcie na szkolenia. I otrzymałyśmy pieniądze, ale już wtedy pojawiły się pierwsze problemy - zaznacza pani Beata. - Dopominałyśmy się o nie i w końcu w styczniu wpłynęły na konto. Teraz żałuję, że nie sprawdziłam firmy, z którą podpisałam umowę.

Są związane umową, której nie ma kto rozwiązać. Nie mają nawet ubezpieczenia

Pani Monika dodaje, że na taki pomysł nie wpadła żadna z osób bezrobotnych, zrekrutowana przez DIPIA.

- Przecież środki na nasze kursy i staże pochodziły z funduszy unijnych - zauważa młoda matka. - Firmie z Wrocławia przekazał je krakowski urząd, który podlega pod marszałka województwa. Wydawało się niemożliwe, że trafimy na przekręt.

Sądeczanki staże zaczęły w połowie stycznia. Sumiennie wywiązywały się z obowiązków. Podpisywały listę obecności u pracodawcy, a na początku miesiąca odniosły je do biura DIPIA w Nowym Sączu. Te trafiły do Wrocławia, jako podstawa do wypłacenia wynagrodzenia. Miesięcznie miało to być niecałe 1300 zł brutto. - Pierwszą wypłatę dostałam 14 lutego, czyli w terminie, jaki był na umowie. Podobnie jak pozostali, co poszli na staże - podkreśla pani Beata. - Wydawało się, że z kolejnymi nie będzie problemu.

Firma się zwinęła

Panie Beata i Monika ochoczo rozpoczęły drugi miesiąc stażu. Obie zadowolone z miejsc, do których trafiły. Jak podkreślają, uczyły się zawodów, z którymi wiążą przyszłość.

- W marcu odniosłam listę obecności za luty i czekałam cierpliwie do połowy miesiąca na wypłatę. Ta nie wpłynęła - zaznacza księgowa na stażu. - Zaniepokoiło mnie to, więc w sądeckim biurze zaczęłam dociekać, co się dzieje. Panowie mnie uspokajali, że pieniądze na pewno będą. Poczekałam kolejne dni, alei konto nadal było puste.

Sądeczanki postanowiły więc skontaktować się z centralą firmy. Wrocławski numer telefonu nie odpowiadał, potem przestał istnieć. Na maile wysyłane do DIPIA nikt nie odpowiedział. W końcu powiadomiły Wojewódzki Urząd Pracy w Krakowie.

- Okazało się, że oni o wszystkim wiedzieli. Nie byłyśmy pierwsze, które zgłosiły im sprawę oszustwa - podkreśla pani Beata. - Nikt nie potrafił nam odpowiedzieć na pytanie, co dalej. Czy mamy kontynuować staż? I co najważniejsze, czy ktoś nam zapłaci.

Co więcej sądeczanki nie mały też pewności, czy firma opłaciła składki w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, choć w grudniu podpisały stosowne deklaracje. Teraz już wiedzą, że ani w styczniu, ani w lutym wpłat nie było. - Ja od września czekałam na rozpoczęcie kursu. I dałam się nabrać. Straciłam status osoby bezrobotnej, nie mam ubezpieczenia, a przez podpisaną umowę z DIPIA nie mogę zacząć innej pracy - ubolewa pani Małgorzata. - Koleżanki są w podobnej sytuacji. Wszyscy zostaliśmy oszukani.

Śledztwo w toku

Jako pierwsza sprawę sądeckiej policji zdecydowała się zgłosić pani Monika.

- Moje zgłoszenie zakwalifikowali jako przywłaszczenie mienia i poważnie podeszli do sprawy - podkreśla młoda mama. - Teraz już wiemy, że to większa afera. Poszkodowanych może być wiele osób, nie tylko w Nowym Sączu.

- Postępowanie przygotowawcze w przedmiotowej sprawie prowadzi Komenda Miejska Policji w Wałbrzychu pod nadzorem Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu - informuje mł. asp. Iwona Grzebyk-Dulak, oficer prasowa Komendy Miejskiej Policji w Nowym Sączu. - Przesłaliśmy zebrane w tej sprawie materiały. Ustaliliśmy kilkanaście osób, które otrzymały wynagrodzenie tylko za jeden miesiąc.

Jak dodaje rzeczniczka policji, aktualnie sądeckie biuro firmy jest zamknięte. Próby kontaktu z pracownikami nie powiodły się.

Sprawę bada także Wojewódzki Urząd Pracy w Krakowie, który rozpoczął kontrolę projektu „Moja kariera w moich rękach - aktywizacja osób młodych z terenu województwa małopolskiego”. To w jego ramach DIPIA otrzymała 654 tys. 370 zł na aktywizację bezrobotnych.

- W dokumentacji przekazanej do urzędu DIPIA wykazała 19 osób, które zostały objęte wsparciem w projekcie - zaznacza Agnieszka Grybel-Szuber, rzeczniczka prasowa Urzędu Marszałkowskiego w Krakowie, któremu podlega WUP.

Jak podkreśla, urzędnicy, gdy tylko otrzymali informacje o niepokojących działaniach firmy, zajęli się sprawą.

- Staramy się umożliwić poszkodowanym udział w innych projektach. W przyszłym tygodniu planujemy spotkanie, podczas którego przedstawimy możliwe formy pomocy - dodaje Grybel-Szuber.

Jak się okazuje, wśród osób oszukanych przez firmę z Wrocławia jest także Stanisław Gródek, współwłaściciel Zajazdu pod Górką w Biczycach Dolnych.

- Wynajmowałem sale na szkolenia, zapewniałem catering - wyjaśnia Gródek. - Pierwsze faktury zapłacili. Kolejnych już nie. W sumie są mi dłużni około 8 tys. zł. Może jestem naiwny, ale jeszcze chwilę poczekam. Jeśli nie otrzymam pieniędzy, to też zgłoszę sprawę policji - zapowiada.

Alicja Fałek

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Edward Ćwiok

Prezes DIPiA Pan Sroczyński Waldemar jest mi znany ,oszukał moją firmę na około 36.000, zł nie placąc za fakture usługowa , od trzech lat prowadzę sprawy sądowe i komornicze , ale na razie bezskutecznie , inne osoby to Koszów Wiesław, Piotr Kwocz ...działalność zarejetrowana W KRS 27.02.2013 , aktywna
proszę napisać co dalej z tą sprawą na mój email

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.