Za głośno. Studenckie koncerty nie dają mieszkańcom spać

Czytaj dalej
Fot. Jakub Bodys
Artur Jurkowski

Za głośno. Studenckie koncerty nie dają mieszkańcom spać

Artur Jurkowski

Rozmowa z Krzysztofem Komorskim, zastępcą prezydenta Lublina, który w ratuszu kieruje departamentem odpowiedzialnym m.in. za kulturę.

Dla jednych koncert, dla innych koszmar. Mieszkańcy proszą o pomoc Kurier, bo ratusz zostawił ich samych z tematem studenckich juwenaliów, które oznaczają nieprzespane noce, pijaną i hałaśliwą młodzież na ulicach. Dlaczego urzędnicy zamykają oczy na ten problem?

Nie zamykamy oczu. Spokój i bezpieczeństwo mieszkańców są dla nas sprawą najwyższej wagi. Ale pamiętajmy, że w czasie roku akademickiego jedna czwarta mieszkańców miasta to studenci. Lubelskie Dni Kultury Studenckiej to integralna część życia kulturalnego Lublina. Największe studenckie koncerty już za nami.

To co mają robić mieszkańcy: zacisnąć zęby i udawać, że nic się nie dzieje? Godzić się na to, że nie śpią trzy noce, bo koncerty trwają do świtu, jak to miało miejsce w ostatni weekend przy ul. Bernardyńskiej?

Za głośno. Studenckie koncerty nie dają mieszkańcom spać
Małgorzata Genca Krzysztof Komorski, z-ca prezydenta Lublina. Reprezentuje ratusz w rozmowach o Lubelskich Dniach Kultury Studenckiej

Absolutnie nie. Na łamanie ciszy nocnej nie ma zgody. Co roku docierają do nas skargi na hałas, na łamanie ciszy nocnej podczas studenckich koncertów. Jest ich za dużo, natomiast jako urząd mamy na to ograniczony wpływ. Ale co roku apelujemy do organizatorów, aby mieli na uwadze nie tylko jakość wydarzenia, ale też spokój mieszkańców.

Co ratusz zrobił, aby rozwiązać problem hałasu, łamania ciszy nocnej? Skoro skargi spływają od lat, to chyba niewiele.

Usystematyzujmy wątki i pokażmy, w jakiej jesteśmy sytuacji. Po pierwsze: ratusz nie jest organizatorem tych koncertów. Po drugie: nie dofinansowujemy żadnego z tych wydarzeń. Po trzecie: koncerty nie odbywają się na miejskich terenach, ale gruntach należących do uczelni lub podmiotów prywatnych. Po czwarte: od lat prosimy organizacje studenckie, aby połączyły swoje projekty, co zmniejszyłoby liczbę koncertów i tym samym uciążliwość, jaką powodują dla mieszkańców.

Sukcesu nie odnieśliście.

Studenci nie chcą organizować wspólnej imprezy. Ale reagując na głosy mieszkańców, zrezygnowaliśmy z organizacji dodatkowego miejskiego koncertu.

Trochę mało, nie sądzi Pan?

Rozmawiamy, przekonujemy, kolejny raz będziemy zwracać się do władz uczelni i samorządów studenckich. Jestem po spotkaniu ze służbami mundurowymi, policja i Straż Miejska zadeklarowały wzmożoną czujność w przestrzeganiu porządku. W przyszłym roku postaramy się wpłynąć na przestrzeganie ciszy nocnej poprzez wgląd w godziny występów poszczególnych gwiazd. Jestem przekonany, że uda się osiągnąć kompromis: z jednej strony nie zepsuć zabawy studentom, z drugiej zapewnić spokój mieszkańcom.

Skoro prośby i rozmowy nie przyniosły rezultatów, to może trzeba sięgnąć po ostrzejsze środki?

Urząd nie dysponuje takimi narzędziami. Wyobraża pan sobie, że podczas koncertu, w którym uczestniczy 20 tysięcy osób, przychodzi np. policjant i wyciąga wtyczkę od zasilania, informując, że jest cisza nocna i wszyscy powinni rozejść się do domu?

A co mają powiedzieć chorzy przebywający w hospicjum przy Bernardyńskiej, ci którzy nie śpią kilka nocy pod rząd, bo po sąsiedzku odbywają się koncerty? Choć przepraszam, nie chodzi o to, aby się licytować. Jest problem, który trzeba rozwiązać. Jak to zrobić?

Ratusz przyjmuje zgłoszenie imprezy masowej. Jeśli jest zgoda policji - komendy miejskiej oraz wojewódzkiej - to praktycznie nie możemy odmówić. Pozostaje kontrola. Ale znowu nasze służby, myślę o Straży Miejskiej, mają ograniczone możliwości, kontrolują np. natężenie hałasu, a przypadki jego przekroczenia kończą się wręczeniem mandatu. Jak już wspomniałem - służby zadeklarowały wzmożoną czujność, a największe koncerty się skończyły, zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby mieszkańcy nie ucierpieli w przyszłym roku z powodu majowych koncertów.

Od tego hałas nie zniknie. Co najwyżej koszty organizacji koncertu będą wyższe, bo trzeba będzie doliczyć mandat. A może potrzeba zupełnie innego podejścia: zaproponować studentom pomoc organizacyjną, wskazać teren na organizację koncertów, położony poza centrum, na obrzeżach Lublina?

Dysponujemy terenami np. nad Zalewem Zemborzyckim i propozycje organizacji tam koncertu kierowaliśmy do studentów. Ale nasza dobra wola to za mało. Aby ten scenariusz mógł wejść w życie, spełniony musi być podstawowy warunek: studenci muszą chcieć skorzystać z tej propozycji, porozumieć się i połączyć imprezy. A do tego ciągle nie udaje się nam ich przekonać. Szukamy kompromisu. Nie jesteśmy przeciwnikami studenckich zabaw, ale muszą się one odbywać z zachowaniem szacunku dla pozostałych mieszkańców.

Artur Jurkowski

Zajmuje się samorządem, głównie funkcjonowaniem lubelskiego ratusza oraz Rady Miasta Lublin. Ponadto inwestycjami m.in. drogowymi.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.