Zabił i trzy dni mieszkał ze zwłokami żony w mieszkaniu. Jest wyrok sądu

Czytaj dalej
Patryk Drabek

Zabił i trzy dni mieszkał ze zwłokami żony w mieszkaniu. Jest wyrok sądu

Patryk Drabek

Mężczyzna zabił i trzy dni mieszkał ze zwłokami żony. Zarówno prokurator, jak i reprezentująca Józefa P. mecenas będą wnosić apelację od wyroku. Dlaczego doszło do tragedii? Dlaczego mąż zabił żonę? Kochanie, wróbelku – w taki sposób mężczyzna zwracał się do swojej ukochanej. P. to były górnik. Otrzymywał emeryturę i dorabiał w Holandii, zajmując się ogrodnictwem. Opinia pracodawców: bardzo pracowity i odpowiedzialny. Barbara praktycznie przez całe życie nie pracowała. Nie musiała.

To była wstrząsająca historia. Józef P. z Gliwic przez kilka dni mieszkał ze zwłokami własnej żony. Kobieta zginęła w chwili, gdy nikogo innego poza jej mężem nie było w mieszkaniu, ponieważ małżeństwo zamknęło się w nim, by pić na umór. Prokuratura chciała, by P. odpowiadał za zabójstwo, tymczasem... Sąd Okręgowy w Gliwicach wydał wyrok 12 lat pozbawienia wolności za pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Męża uznano za winnego tego, że w nieustalonym dniu (pomiędzy 19 a 24 sierpnia 2016 roku) zabił swoją żonę, wielokrotnie uderzając ją w okolice głowy, tułowia i kończyn pięścią lub twardym narzędziem.

– Z całą pewnością nie zgadzamy się z taką oceną sądu. W sprawie został złożony wniosek o uzasadnienie wyroku i prokurator będzie wywodził apelację – mówi prokurator Paweł Sikora, szef Prokuratury Rejonowej Gliwice-Zachód. Dalsze kroki zapowiada również mecenas, która reprezentuje Józefa P.

Józef i Barbara P. uchodzili za... wzorowe małżeństwo. – Kochanie, wróbelku – w taki sposób mężczyzna zwracał się do swojej ukochanej. P. to były górnik. Otrzymywał emeryturę i dorabiał w Holandii, zajmując się ogrodnictwem. Opinia pracodawców: bardzo pracowity i odpowiedzialny. Barbara praktycznie przez całe życie nie pracowała. Nie musiała.

Małżeństwo miało jedną wadę – problem alkoholowy. Do tego stopnia, że gdy raz na kwartał wpadali w kilkudniowe ciągi, zamykali się w mieszkaniu i wyłączali telefony.

Nie było z nimi kontaktu. Rodzina wiedziała o problemie, ale sąsiedzi byli w szoku. P. po alkohol chodził bowiem nocą, by nikt go nie widział.

Rok przed śmiercią P. doszło do bardzo podejrzanej sytuacji. Barbara P. trafiła do szpitala z ogromnymi sińcami, przeprowadzono obdukcję. Kobieta powiedziała jednak lekarzowi, że nie została pobita.

Stwierdziła, że w związku z problemami zdrowotnymi (chora tarczyca, cukrzyca) nie powinna pić, tymczasem nadużywała alkoholu. Po kilku dniach libacji alkoholowej miała zawroty głowy i traciła równowagę.

Mija 12 miesięcy. Pod koniec sierpnia 2016 roku losem kobiety zaniepokoiła się jej znajoma, bowiem przez kilka dni nie można było się z nią skontaktować. To wzbudziło obawy rodziny i znajomych, ponieważ Barbara i Józef P. – gdy wpadali w ciągi – pili zazwyczaj 3-4 dni, a teraz nie było z nimi kontaktu przez ponad tydzień.

Przedstawiciel administracji miał klucz do mieszkania P. i razem ze znajomą kobiety chcieli sprawdzić, czy lokatorce nic się nie stało. Zaczęli pukać do drzwi, ale nie reagował nawet pies, który zazwyczaj w takich sytuacjach robił bardzo dużo hałasu.
Wystarczyło jednak wejść do mieszkania, by stwierdzić, że Barbara P. leży w plamie krwi na podłodze w przedpokoju.

Na miejsce przyjechała policja, prokurator i lekarz, który stwierdził zgon.
Kobieta zmarła kilka dni wcześniej, a mąż – Józef P. – mieszkał z jej zwłokami.

Był w stanie głębokiego upojenia alkoholowego, wyprowadzono go w kajdankach. P. nie był w stanie wytłumaczyć co robił w ostatnich dniach przed śmiercią żony.

– Ja jej nie zabiłem – zarzekał się. Pamiętał tylko dzień, w którym ostatni raz poszedł po wódkę. Gdy zorientował się, że żona nie żyje, pił dalej. – Byłem w szoku – tłumaczył później.

W czasie przeprowadzonych przez prokuratora oględzin miejsca zdarzenia stwierdzono, że Barbara P. była ubrana tylko w sweter, a na zwłokach znajdowały się ślady rozkładu gnilnego. Sekcja zwłok wykazała na ciele Barbary P. także liczne sińce i rany.
Przyczyną zgonu były obrażenia głowy powstałe od wielokrotnych uderzeń, które mogły zostać zadane pięścią. Wskazano, że kobieta nie uderzyła się, upadając, ale została zaatakowana. Mężczyzna nie przyznał się, że to on przyczynił się do śmierci żony.
Stwierdził, że Barbara P. musiała sama zrobić sobie krzywdę, ponieważ była pijana i przewracała się.

Sądowy finał wstrząsającej sprawy Józefa P., który przez trzy dni mieszkał ze zwłokami własnej żony, sprawił jednak, że tak naprawdę to jeszcze nie koniec całej sprawy.

Prokuratura chciała, by mężczyzna odpowiadał za zabójstwo, więc nie może być zadowolona z tego, co wydarzyło się w Sądzie Okręgowym w Gliwicach. Wyrok: 12 lat pozbawienia wolności za pobicie ze skutkiem śmiertelnym. P. uznano za winnego tego, że w nieustalonym dniu (pomiędzy 19 a 24 sierpnia 2016 roku) zabił swoją żonę, wielokrotnie uderzając ją w okolice głowy, tułowia i kończyn pięścią lub twardym narzędziem.

– Z całą pewnością nie zgadzamy się z taką oceną sądu. W sprawie został złożony wniosek o uzasadnienie wyroku i prokurator będzie wywodził apelację – przekazał prokurator Paweł Sikora, szef Prokuratury Rejonowej Gliwice - Zachód, a mecenas Małgorzata Łukasik, która reprezentuje Józefa P., również zapowiada dalsze kroki.

– Jestem zadowolona ze zmiany kwalifikacji z zabójstwa na pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Nie zgadzam się jednak z najwyższym możliwym wymiarem kary – podkreśla gliwicka adwokat.

Zupełnie inaczej wyglądała rodzinna tragedia w Tychach.
Pod koniec maja na torowisku przy trasie Kobiór – Tychy znalezione zostały zwłoki młodego mężczyzny. Policjanci prowadzili na miejscu czynności z udziałem prokuratora, który zarządził sekcję zwłok 32-latka. Czynności trwały tam przez kilka godzin i gdy funkcjonariusze pojechali do miejsca zamieszkania mężczyzny, by powiadomić rodzinę o tragedii, w mieszkaniu przy ulicy Dmowskiego znaleźli zwłoki 33-letniej konkubiny mężczyzny. Na szyi miała zasinienia. Ponadto okazało się, że jeszcze przed tym jak Tomasz zginął potrącony przez pociąg, odprowadził dwie małe córki do dziadków... Przeprowadzono sekcje zwłok 32-letniego Tomasza i jego 33-letniej partnerki Justyny. – Jeżeli chodzi o kobietę, to przyczyną zgonu było uduszenie. Na zwłokach nie ujawniono żadnych innych obrażeń, które miałyby wskazywać na jakiekolwiek inne formy stosowania przemocy wobec tej pani – mówiła w rozmowie z DZ prokurator Monika Stalmach-Ćwikowska, szefowa Prokuratury Rejonowej w Tychach. – Jeżeli chodzi o mężczyznę, to wstępna ocena biegłego jest taka, że bezpośrednią przyczyną zgonu było potrącenie przez pociąg – dodała prokurator.

Patryk Drabek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.