Zakorkowana granica z Ukrainą

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Koryszko/archiwum
Sławomir Skomra

Zakorkowana granica z Ukrainą

Sławomir Skomra

Żeby wjechać do Polski, trzeba po kilka godzin stać na przejściach granicznych - narzekają podróżni. Straż Graniczna twierdzi, że wina leży po stronie przewoźników i ich rozkładów jazdy.

- Obłęd na ukraińsko-polskiej granicy – pisze na Facebooku dziennikarz Paweł Bobołowicz o tym jak niedawno wracał rejsowym autokarem do Polski. - Trzeba oczekiwać 6 -10 godzin. Tyle trwają procedury po polskiej stronie przejścia granicznego. A właściwie czas oczekiwania, by tym magicznym procedurom być poddanym – dodaje.

Takich informacji jest znacznie więcej. - Właśnie przyjechałem do Lublina ze Lwowa. Na granicę po stronie ukraińskiej autobus wjechał o godz. 23 czasu ukraińskiego (czyli 22 czasu polskiego), wyjechaliśmy z granicy po polskiej stronie o godz. 3.50. Tak więc spędziliśmy na granicy prawie 6 godzin – opisuje Grzegorz Kuprianowicz, prezes Towarzystwa Ukraińskiego w Lublinie.

Inni podróżni też nie wytrzymują i obwiniają za sytuację polską stronę: - 20 lat nigdy takiego nie widziałem co wyprawiają polscy celnicy. 3 godziny sprawdzają każdy autokar. Za dziesięć godzin co stoję - tylko 3 busy z 10 (!) Oto, kurde, wojna i front zachodni!!!! Jeżeli trafię do Lublina, to chyba za dobę!!

Ppor. Dariusz Sienicki, rzecznik prasowy Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej tłumaczy, że służby robią co mogą, ale i tak kolejki trudno jest rozładować. – Jeśli na obsłużenie jednego podróżnego przypada średnio minuta, a w autokarze jest 50 – 70 osób, to łatwo policzyć ile to zajmuje czasu. A takich autokarów mamy na przejściu po sto na dobę – wylicza. I dodaje: - W weekendy jest jeszcze gorzej, bo oprócz kursów rejsowych dochodzą wycieczki, wyjazdy po zakupy lub po paliwo. A nie jesteśmy jedyną służbą, która obsługuje podróżnych. Są jeszcze celnicy, którzy też potrzebują czasu na przeprowadzenie swoich czynności.

W ekstremalnych sytuacjach pogranicznicy kierują autokary na pasy dla samochodów osobowych, ale przez to kierowcy osobówek stoją w kolejce i nie mogą sprawnie przekroczyć wschodniej granicy.

Jednak według niektórych podróżnych przyczyna kolejek jest prosta: - Polskie służby graniczne i celne mają mniej niż połowę obsady. Brakuje ludzi. Na sześć pasów na przejściu czynne są tylko 2. Powoduje to totalną blokadę granicy. Blokuje się bowiem wjazd do Polski, a nie wyjazd z niej – ocenia Michał Wójcik, prezes lubelskiej fundacji Nowy Staw. - Nikt nie mówi też co będzie w czerwcu, kiedy Ukraińcy otrzymają prawo do wjazdu do UE bez wiz – dodaje.

Sienicki zapewnia, że nie ma żadnych braków w obsadzie przejść granicznych. – Problem leży gdzie indziej. Autokary zjeżdżają na przejścia lawinowo. Rozkłady jazdy niemal wszystkich przewoźników są tak układane, żeby np. na południe być w Warszawie. Czyli na granicy autokary stawiają się mniej więcej o jednej porze – diagnozuje.

Dlatego SG zaczęła namawiać przewoźników na zmianę rozkładu: - W kilku przypadkach się to udało. Proponujemy też, żeby wybierać mniej obłożone przejścia. Najwięcej autokarów i największe kolejki są w Dorohusku, ale można się przecież skierować na Dołhobyczów, gdzie autokary są odprawiane na bieżąco

- Jak skorelować rozkłady? Przecież to przewoźnicy prywatni i publiczni. Nie tylko jeżdżący na trasie Łuck – Lublin, ale z całej Ukrainy do całej Polski. Trzeba im nakazać przekraczać granicę o określonych porach? – komentuje prezes Wójcik i proponuje, żeby zwiększyć obsadę na granicy, rozbudować przejścia i wprowadzić wspólną odprawę polsko – ukraińską. – My w Lublinie o tym dobrze wiemy, ale decyzje zapadają w Warszawie i Brukseli – dodaje.

Równo rok temu o budowę nowych przejść granicznych i przyśpieszenie odprawy pytał lubelski poseł Kukiz’15, Jarosław Sachajko. Wiceszef MSWiA, Jakub Skiba wyjaśniał, że już w 2007 r. oba kraje uzgodniły, że jeśli miałyby powstać nowe terminale, to na terenie Ukrainy, a polskie służby graniczne i celne nie mają prawa prowadzić działań poza terytorium Polski.

Ppor. Sienicki i radzi, żeby pasażerowie planując podróż sprawdzili czas oczekiwania na przejściach na stronie www.granica.gov.pl. Informacja z środowego południa z serwisu granica.gov: wyjazd z Polski na Ukrainę miał odbywać się bezproblemowo. Jadąc do kraju autokary musiały stać trzy godziny w Zosinie, cztery w Dorohusku i sześć Hrebennem.

Sławomir Skomra

Pracuje w mediach już kilkanaście lat. Od kilku w redakcji "Kuriera Lubelskiego". Zajmował się niemal wszystkimi działkami dziennikarskimi - od służby zdrowia do biznesu. Teraz zajmuje się głównie polityką, samorządem i policją.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.