Zmanipulowany film z Gdańska: „Ukrainka namawia rodaczki, żeby przyjeżdżały po 500+”

Czytaj dalej
Fot. Przemek Świderski
Jacek Wierciński

Zmanipulowany film z Gdańska: „Ukrainka namawia rodaczki, żeby przyjeżdżały po 500+”

Jacek Wierciński

Umieszczone na internetowym portalu nagranie zyskało popularność i wywołało negatywne reakcje. Komentatorzy nie zrozumieli wypowiedzi autorki, a imigranci to ułamek procenta klientów 500+

„Turystyka socjalna”, „precz z ukraińskim najazdem” i bardziej nienawistne komentarze wywołało nagranie zatytułowane „Ukrainka namawia swoje rodaczki, żeby przyjeżdżały do Polski po 500+”, które w środę pojawiło się na jednym z popularnych portali, szybko wywołując ponad 1,6 tysiąca udostępnień i głosy oburzenia. - Ktoś chce podzielić ludzi ze względu na narodowość - mówi jego autorka, a tytuł niezrozumiałego dla wielu Polaków filmu to ewidentna manipulacja.

- Przygotowujemy się, by wszystkie osoby, które się do nas zgłaszają, niezależnie odobywatelstwa,były obsługiwane wsposób profesjonalny,kompleksowy iprzyjazny - słyszymy w Gdańskim Centrum Świadczeń

Ośmiominutowy film rozpoczyna się pokazaniem logo programu „Rodzina 500+”, a później mieszkająca w Gdańsku ukraińska wideoblogerka przy kuchennym stole mówi po rosyjsku, wtrącając ukraińskie zwroty. Anonimowy internauta umieścił nagranie w internecie, sugerując tytułem, że to reklama mająca zachęcać do imigracji i korzystania z rządowego programu. Dodatkowo, zanim zlikwidował swoje konto, dopisał: „Emigracja socjalna do Polski. Takich filmików na youtube pełno”.

Jak się okazuje, autorka nie zachęca nikogo do przyjazdu do Polski, a jedynie rzeczowo opowiada o procedurze związanej ze składaniem wniosków dotyczących świadczenia. Poza tym nagranie - jedno z ponad 40, w których m.in. dzieli się swoimi spostrzeżeniami po wizycie w Parku Dinozaurów w Łebie, na Wieżycy i w gdańskim Brzeźnie - umieściła w sieci przed ponad rokiem.

- Chciałam po prostu pomóc, bo wypełnienie tych dokumentów nie jest łatwe, zwłaszcza przy trudnościach językowych. Dzwonili ludzie, żeby mi podziękować, a teraz nagle jednego dnia mój film obejrzało 8 tysięcy ludzi i pokazało się bardzo dużo negatywnych komentarzy. Moim zdaniem, ktoś naruszył moje prawa autorskie i zastanawiam się, co z tym zrobić, bo wykorzystał mnie do polityki, a ja jestem apolityczna. Nie wiem, kto za tym stoi, ale chyba chce podzielić ludzi, żeby nie trzymali się razem i pokłócili ze sobą ze względu na narodowość, bo kiedy ludzie są osobno, to łatwiej nimi rządzić i ich złamać - mówi „Dziennikowi Bałtyckiemu” Inna (nazwisko do wiadomości redakcji), która - jak tłumaczy - pół roku temu, z braku czasu, przestała prowadzić swojego wideobloga. - Pracujemy w Polsce i tu płacimy podatki, ja płacę za niepubliczne przedszkole i nie mam żadnych zniżek. Są dobrzy i źli Ukraińcy, podobnie jak Polacy. Nienawiść ze względu na narodowość to absurd - dodaje.

Na ponad 30 tysięcy wniosków o 500+ od Ukraińców pochodziło zaledwie 0,2 proc.

Filmik autorstwa Inny chwali Klaudia Iwicka z gdańskiego Centrum Wsparcia Imigrantów i Imigrantek.

- Tak naprawdę bardzo niewielu obywateli krajów spoza Unii Europejskiej ma prawo do 500+. Chodzi wyłącznie o osoby z kartą pobytu i adnotacją o „dostępie do rynku pracy” powyżej 6 miesięcy lub kartą pobytu bez tej adnotacji, ale z posiadanym prawem dostępu do polskiego rynku pracy na podstawie zezwolenia na pracę albo zwolnione z obowiązku posiadania zezwolenia na pracę na podstawie odrębnych przepisów. W dodatku trzeba za pomocą zaświadczenia np. z przedszkola czy szkoły udokumentować pobyt dzieci w Polsce, a urzędnicy skrupulatnie to kontrolują - wyjaśnia koordynatorka z CWII.

I dodaje: - Wszystkie te ograniczenia sprawiają, że 500+ trafia do ułamka procenta Ukraińców w naszym kraju. Filmiki takie jak ten są pożyteczne, bo propagują świadomość i przydatną w praktyce wiedzę, której często naszym klientom brakuje. Inna sprawa, że Ukraińcy ciężko pracują i płacą podatki jak wszyscy inni, więc nie ma żadnego powodu, by byli pomijani w programie 500+ czy jakichkolwiek innych świadczeniach.

Jej obserwacje potwierdzają gdańscy urzędnicy, którzy wyliczyli, że na ponad 30 tys. wniosków o 500+ w mieście tylko niespełna setka pochodziła od obywateli krajów innych niż Polska, a od Ukraińców zaledwie około 60, czyli mniej więcej 0,2 proc.

- Przygotowujemy się, by wszystkie osoby, które się do nas zgłaszają, niezależnie od obywatelstwa, były obsługiwane w sposób profesjonalny, kompleksowy i przyjazny. Wiemy, że bariera językowa może powodować dodatkowy stres i staramy się go redukować - przekonuje Arkadiusz Kulewicz z Gdańskiego Centrum Świadczeń.

Jacek Wierciński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.