Zmienią nudną skrzynkę w fantazyjną, czyli co ma beczka do komputera

Czytaj dalej
Fot. mat. prasowe
Monika Chruścińska-Dragan

Zmienią nudną skrzynkę w fantazyjną, czyli co ma beczka do komputera

Monika Chruścińska-Dragan

Z komputerem można zrobić wszystko. Ograniczeniem jest tylko nasza wyobraźnia - przekonują moderzy. Złożą peceta od dysku po ostatnią śrubkę. Tak, że wyjdzie z niego... fotel

Czarna lub szara obudowa, prostokątna klawiatura, monitor, trzy diody? To już przeżytek. Prawdziwi komputerowi maniacy wkładają swoje maszyny do akwarium, w beczkę po piwie, obudowują skrzynią wojskową, zawieszają na korkowej tablicy. Zaglądają do ich środka przez okno albo przez przezroczysty plastik. Równie istotną rolę co wydajność procesora czy karty graficznej, zaczyna pełnić... design komputera. Najlepiej niech będzie unikatowy, inspirowany np. Iron Manem albo po prostu elegancką bryłą prezentującą unikatowe wnętrze urządzenia. „Czarodziejów”, którzy spełniają najbardziej wymyślne designerskie fantazje komputerowców, nazywają w środowisku moderami. Bo modyfikują komputery, składają je od zera, ściśle dostosowując do potrzeb zamawiającego albo własnej wizji. Moda natuningowanie maszyn cyfrowych przyszła zza oceanu. Tam firmy specjalizujące się w tym biznesie wyrastają jak grzyby po deszczu.

Bartosz Studnik za niespełna miesiąc skończy 19 lat. Mieszka w Orzeszu, uczy się w technikum informatycznym w Żorach, ale modowania nauczył się z internetu. Trzy pierwsze komputery wykonał dla kolegów.

- Tym, co odróżniało je od tradycyjnych, było zamontowanie systemu chłodzenia cieczą, akrylowych elementów w obudowie czy świecących wentylatorów - opowiada Bartek. W końcu postanowił jednak pójść o krok dalej i stworzyć superprojekt. The Oceanborn (w tłum. zrodzony z oceanu) - jak go nazwał - jest równie funkcjonalny i kosztowny, co efektowny. Choć oszczędny w formie.

- Wszystko jest tu przemyślane, od początku do końca zaplanowane, wymierzone co do milimetra. Każdy element jest tak ułożony, aby współgrał z resztą i jednocześnie spełniał swoją rolę - opowiada orzeszowianin. - Nawet podkładki pod śrubki i oploty kabli dobrane zostały pod kolor projektu - dodaje.

Dzięki dwóm zainstalowanym systemom chłodzenia cieczą, urządzenie obsłuży nawet najbardziej wymagające gry i programy komputerowe. Całość warta jest ok. 30 tys. złotych. Jeśli zliczyć koszt wykorzystanych w „modzie” podzespołów i elementów obudowy. Gdyby dodać do tego koszt włożonej pracy, wyszłoby drugie tyle. Skąd nastolatek wziął na to wszystko pieniądze?

Zmienią nudną skrzynkę w fantazyjną, czyli co ma beczka do komputera
mat. prasowe

- To nie jest tak, że mam bogatych rodziców czy też zarabiam tyle, aby sobie na to wszystko pozwolić - zaznacza Studnik. Pół roku trwało składanie komputera i pół roku minęło, nim Bartek zdobył do niego komponenty. Chodził i pukał od drzwi do drzwi poszczególnych producentów i przekonywał firmy, żeby to właśnie w jego projekt zainwestowały swoje produkty. Na to, czego nie udało się pozyskać, wyłożył oszczędności. Opłacało się, w grudniu jego projekt prezentowany będzie na e-sportowym turnieju Free for all w Mikołowie, a w marcu 2018 - na mistrzostwach świata graczy komputerowych Intel Extreme Masters w katowickim Spodku. Teraz superkomputer stoi w pokoju Bartka. - Zrobiłem go po trochu dla siebie, po trochu dla promocji firm, które przekazały mi sprzęt, ale też dla innych pasjonatów, aby zobaczyli, jak może wyglądać komputer i że nie musi być szarym pudłem - wyjaśnia młody moder.

Staszek „Tips” Wiertelak z Poznania śmieje się, że tajniki modowania zgłębiał jeszcze w czasach, kiedy internet był w powijakach, a mało kto miał swój komputer. - Pochodzę z domu, w którym tata, kiedy coś chciałem, radził, żebym sam to sobie zrobił - opowiada. Dlatego, kiedy ojciec „Tipsa” w końcu kupił mu komputer, ten szybko go rozłożył i złożył z powrotem. - Chyba lubię, kiedy rzeczy są niepowtarzalne. Niezależnie, czy to jest samochód, mieszkanie czy komputer - wyjaśnia.

Sam nigdy nie kupił gotowego komputera. Chyba że po to, aby zaraz rozebrać go na części. Nigdy nie sądził, że jego pasja przerodzi się w zawód. Wszystko zaczęło się, gdy jedna z największych amerykańskich firm komputerowych szukała w Europie talentów, które potrafią finezyjne modyfikować komputery. Wiertelak wysłał na konkurs film, na którym składał w garażu komputer inspirowany zbroją Iron Mana, i wygrał rywalizację. Nagrodą było współtworzenie z firmą kanału na YouTubie. A najbardziej spektakularnym wspólnym projektem modera i firmy - fotel gracza, który jest jednocześnie komputerem. Powstawał przez blisko cztery miesiące. Pracowało nad nim pięć osób, użyto 70 kg profili stalowych, 15 kg płyt OSB i 35 kg wałków, łożysk i innych części mechanicznych. Do tego 5 litrów farby i 2 litry lakieru.

Dzisiaj Wiertelak wykonuje scenografie (z wykształcenia jest plastykiem) i składa komputery na zamówienie producentów gier i podzespołów, organizatorów eventów, ale coraz częściej także dla prywatnych osób, które chcą mieć maszynę dedykowaną specjalnie pod swoje gusta i hobby.

- Z reguły są to mniej spektakularne, a bardziej praktyczne urządzenia. Zdarza się, że swoim wyglądem mają wpasować się w wystrój mieszkania - opowiada moder. Jak twierdzi, z komputerem można zrobić wszystko, ograniczeniem jest tylko ludzka wyobraźnia i pieniądze. Choć i tu powoli zaczynamy doganiać pasjonatów gier z zagranicy. - Polacy coraz więcej pieniędzy wydają na luksusowe przedmioty. Zmieniło się u nas też samo podejście do graczy: już nie spoglądamy krzywo na dorosłego mężczyznę, kiedy mówi, że gra w gry komputerowe - twierdzi Wiertelak.

Monika Chruścińska-Dragan

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.