Zośka - motopies z Lublina

Czytaj dalej
Fot. Anna Kurkiewicz
Damian Stępień

Zośka - motopies z Lublina

Damian Stępień

Wypada przywitać się najpierw z nią. Przez lubelskich motocyklistów traktowana jest jak prawdziwa celebrytka. Uwielbiają ją zarówno panowie, jak i panie, ale najbardziej dzieci. Mowa o Zośce, suczce motocyklistce.

Zośka to dziewięcioletnia suczka w typie labradora, która ze swoim właścicielem Zbigniewem „Zigim” Orłowskim pojawia się niemalże na każdej imprezie miłośników jednośladów w Lublinie i w regionie.

W ręce Zbigniewa Orłowskiego Zośka trafiła jeszcze jako mały szczeniak.

- Wziąłem ją dla córki. Miała być psem do dogoterapii. Zośka przeszła wszystkie testy, ale odpadła na badaniach fizycznych. Jak miała pół roku, okazało się, że ma problem z łapami - wspomina Zbigniew Orłowski.

Badania wykazały, że jedna łapa trzyma się tylko na ścięgnach, a na drugiej ma zmiażdżoną główkę stawu biodrowego.

- Zrobiliśmy dwie operacje, dzięki którym Zośka chodzi o własnych siłach. Raz szybciej, raz wolniej. Za kiełbasą szybciej, w innych sprawach wolniej - dodaje ze śmiechem Zigi.

Motocyklowa przygoda Zośki zaczęła się jeszcze gdy była szczeniakiem.

- Zawieszałem na sobie z przodu plecak, z którego wystawał tylko łepek psa - wspomina Zigi - Chyba te wspólne podróże jej się spodobały, bo gdy brałem tylko kask, sama próbowała wskoczyć na motocykl.

Royal Zośka

Zośka jednak szybko urosła i przestała już mieścić się do plecaka. Trzeba było pomyśleć nad nowym rozwiązaniem. Na bazie suzuki intrudera, od którego zaczęły się ich wspólne podróże, powstał zupełnie nowy motocykl, specjalnie przystosowany dla psa.

- Cały zaprzęg został stworzony w Markach u zaprzyjaźnionego mechanika Bimbra. Nawet Japończyk nie mógł przewidzieć, że przyczepi on do suzuki kosz od iża planety. Muszę przyznać, że to małżeństwo myśli japońsko-radzieckiej całkiem dobrze wyszło - żartuje Zigi.

Zośka -  motopies z Lublina
archiwum prywatne
Zośka -  motopies z Lublina
archiwum prywatne Zośka uwielbia także pływać na kajakach

Motocykl wraz z koszem został pomalowany w morskie barwy z białymi elementami, a Zośka dostała mały kask w tych samych kolorach i specjalne motocyklowe gogle.

Pozostało tylko wymyślić nazwę dla tego nietypowego psio-motocyklowego pojazdu.

- Na pomysł wpadłem podczas prac w warsztacie u Charrego, znajomego motocyklisty. Zobaczyłem zdjęcie motocykla Royal Enfield, a że Zośka jeździ dostojnie i zachowuje się iście po królewsku, to już nie miałem wątpliwości co do nazwy. Tak narodziła się Royal Zośka - wspomina Orłowski.

Od tej chwili już nic nie stało im na przeszkodzie, aby razem podróżowali.

- Byliśmy razem między innymi na trasie w Bieszczadach. Zrobiliśmy tzw. duże pętle. Kto jeździ motocyklem, a zwłaszcza z kosztem, ten wie, co to jest duża pętla. A kto nie jeździ, ten raczej tego nie zrozumie - wspomina Orłowski i dodaje:

- Trasa jest pełna zakrętów. Raz w lewo, raz pod górę, raz w prawo, raz w dół. Jest to trochę męczarnia, ale całkiem przyjemna.

Wraz ze swoim czworonożnym przyjacielem Zigi Orłowski jest częstym bywalcem zlotów motocyklowych.

- To jej ulubione imprezy ze względu na wyżerkę - mówi. - Codziennie rano, a bywa, że jest to nawet godz. 5, Zośka robi przegląd grilli, a o godz. 8 pies już nie może chodzić z przejedzenia.

Jak widać, Zośce podoba się wykorzystywanie swojej popularności, ale robi to nie tylko z myślą o sobie.

Zośka wolontariuszka

Jak przystało na najlepszego przyjaciela człowieka, Zośka bardzo chętnie pomaga w akcjach charytatywnych. W ostatnią niedzielę, już po raz drugi, odbył się Dzień Dziecka z Royal Zośką. Kilkunastu motocyklistów wraz z Zośką odwiedziło uczniów Szkoły Podstawowej w Pliszczynie.

W najbliższą niedzielę Zośka będzie brała udział w Motocyklowym Dniu Dziecka. To akcja kierowana dla podopiecznych z lubelskich szpitali. Suczka pomaga zbierać fundusze dla nich. Można powiedzieć, że jest maskotką wydarzenia.

„To nie pies, to stan umysłu“

Tak najczęściej o Zośce mówią ci, którzy ją bardzo dobrze znają. Bo Zośka nie tylko jeździ w motocyklowych paradach, ale równie chętnie bierze udział w spływach kajakowych. W lubelskie środowisko motocyklowe wpisała się jak mało kto. W dobrym zwyczaju jest przywitać się najpierw z Zośką, a dopiero później z jej właścicielem Zigim.

- Traktują ją wszędzie jak gwiazdę czy księżniczkę - mówi jej właściciel. - W Rider’s Pubie (lubelski lokal motocyklowy - przyp. red.) jej zdjęcie, na którym pozuje w motocyklowym kasku i goglach, wisi na honorowym miejscu. Tutaj również ma swoich fanów. Zośka łagodzi obyczaje. Chyba dlatego każdy ją lubi - dodaje.

Damian Stępień

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.